sobota, 22 kwietnia 2017

Wygrana szesnasta ~ "Miłość jest pierwszą wśród rzeczy nieśmiertelnych."



"Miłość jest pierwszą wśród rzeczy nieśmiertelnych."



Znalezione obrazy dla zapytania flowers gifs tumblr
   
Austria / Maj 2017 r.

   

      Pani Gudrun Morgenstern przygotowywała właśnie kolację, gdy w progu kuchni stanął jej jedyny syn. Od pewnego czasu ciekawiło ją zachowanie jej jedynego męskiego potomka. Zauważyła, że choroba jej niedoszłej synowej bardzo go zmieniła i było to widać gołym okiem. Czasami widząc im razem, łapała się na myślach, w których owa dwójka znów była razem. Chciałaby żeby kobieta wyzdrowiała i znów była taką samą kobietą, jak dotąd. Widziała w oczach swojego syna, że on również chciałby aby wszystko skończyło się pomyślnie dla nich. Miała nadzieję, że uda się im ocieplić ich relacje i dla dobra córki znów być bliżej siebie.
-Mamuś może Ci w czymś pomóc? - spytał Thomas wchodząc w głąb kuchni i stając obok swojej matki, przy kuchennym blacie. Kobieta uśmiechnęła się do niego lekko, odkładając na drewnianą deskę nóż, którym chwilę wcześniej kroiła świeże warzywa, kupione rano przez jej męża na miejscowym targu.
-Nie trzeba, synku. - odpowiedziała uśmiechając się do niego szeroko. Thomas pokiwał jej lekko głową, po czym zrobił kilka kroków w tył i przysiadł na drewnianym krześle przy niedużym również drewnianym stole stojącym w kącie pomieszczenia. Nalał sobie do kryształowej szklanki wody mineralnej stojącej na jasnej tacy przy również jasnej ścianie pomieszczenia, po czym zaczął wpatrywać się w małe okno z widokiem na piękny, zadbany ogród jego matki. Jego mama krótką chwili go obserwowała, po czym wróciła do wcześniej wykonywanej czynności. Gdy zakończyła kroić umyte wcześniej warzywa oboje usłyszeli dźwięk zamykanych, wejściowych drzwi. Spojrzeli na siebie, po czym, po dość krótkiej chwili w kuchni pojawiła się Lily, córka Thomasa a wnuczka Gudrun. Dziewczynka uśmiechem przywitała oboje, po czym dziewczynka wręczyła swojej babci bukiet kwiatów, które Maya na prośbę swojej siostry kupiła w Innsbruckiej kwiaciarni.
-Dzień dobry. - po chwili w pomieszczeniu pojawiła się również Kristina z blachą ciasta, które razem z Mayą upiekły dzień wcześniej. Wręczyła ją kobiecie, która posłała jej przyjazny uśmiech.
-Kochanie nie trzeba było robić sobie kłopotu. - powiedziała.
-Trzeba było. - odpowiedziała jej blondynka, całując ją w policzek. Gudrun zamknęła ją w swoich ramionach, co bardzo ją zaskoczyło, ale i sprawiło, że poczuła wsparcie, którego tak bardzo potrzebowała.
-Tato, lypki!!! - Lily zawołała wskazując na górne piętro domu, gdzie w pokoju Morgensterna znajdowało się duże akwarium z wieloma, kolorowymi rybkami. Thomas uśmiechnął się do swojej córeczki, podniósł się z krzesła i biorąc ją na ręce skierował się na piętro, gdzie znajdował się jego prywatny pokój, w którym notabene nie spędzał zbyt dużo czasu.
-Idź z nimi. - Kristina widząc przyjazne spojrzenie Gudrun, kiwnęła głową po czym poszła chwilę za nimi. Gdy stanęła w progu pokoju Thomasa, w którym kiedyś spędzała każdą wolną chwilę swojego czasu dostrzegła obrazek, który ją osobiście wzruszył. Dobrze wiedziała, że Thomas kocha Lily nad życie, a Lily kocha jego. Widząc ich nie mogła sobie darować tego, że pozwoliła rozpaść się temu co kiedyś budowali przez wiele, długich lat. Cicho weszła do pomieszczenia i równie cicho stanęła obok Thomasa i z fascynacją wpatrywała się w szklane naczynie, co nie umknęło uwadze Thomasa. Nie wiedział jak zakończy się sytuacja, w której się znaleźli. Nie wiedział jak potoczy się ich życie. Nie wiedział, czy Kristina wygra z chorobą. Wiedział jednak, że zrobi wszystko, żeby ją odzyskać. Że zrobi wszystko, żeby znów jej serce należało do niego.
-Mamo piękne. - powiedziała dziewczynka w pewnym momencie, kładąc dłonie na szklaną szybę.
-Masz rację, kochanie. - odpowiedziała blondynka, całując córkę w policzek.
-Idę powiedzieć babci! - oznajmiła i zeskoczyła z ramion taty, znikając na wąskim korytarzu. Thomas zaśmiał się, komentując tym samym zachowanie swojej latorośli. Reakcja jej matki była identyczna. Kobieta czasami miała wrażenie, że jej córka zachowywała się dość dziwnie i dziecinnie jak na cztery latka, które niedawno skończyła.
-Ale ma rację rybki wyjątkowo piękne. - powiedziała Kristina kolejny raz wbijając swoje spojrzenie w pływające w wodzie kolorowe zwierzątka. Chciała tym samym również przerwać ciszę jaka zapanowała w pomieszczeniu.
-To prezent od chłopaków. - rzucił uśmiechając się lekko. Jednak dziwny wyraz twarzy blondynki przykuł jego wzrok. Zakręciło się jej lekko w głowie, i tylko dzięki jego czujności i refleksowi nie znalazła się na drewnianej posadzce. Jego silne ramiona pozwoliły jej odetchnąć z ulgą. Na jego twarzy natomiast pojawiło się przerażenie, a ciało zaczęło niebezpiecznie reagować. Bał się o nią, a to nie wróżyło mu niczego dobrego.
-Nie jadłam śniadania. - powiedziała uśmiechając się do niego lekko, chcąc go uspokoić. On zmarszczył brwi i po chwili pomógł jej stanąć na równie nogi, jednak nie wypuścił jej ze swoich objęć, bojąc się tego, że kolejny raz będzie musiał bronić ją przed spotkaniem z podłogą.
-Kris, musisz o siebie dbać. - jego wzrok skarcił ją, co sprawiło, że ten pewny dotąd uśmiech wyparował z jej twarzy w jednej, krótkiej chwili. Nie chciała, żeby ją moralizowano, a w jego ustach brzmiało to o wiele mocniej. Patrzył w jej oczy w taki sposób, że kobieta nie potrafiła nawet przenieść wzroku w innym kierunku.
-Boję się. - powiedziała, wtulając się w jego klatkę piersiową. Nie chciała udawać, że go nie potrzebowała. Potrzebowała kogoś, kto jej pomoże i będzie o nią walczył.
-Jestem obok i nigdy nie odejdę. - wyznał, muskając jej usta. Wycofał się, wiedząc, że nie powinien. Spuściła głowę, on poszedł jej śladem. Bała się dopuścić swoje uczucia do głosu, on im już na to pozwolił,


-Coś Cie trapi. - stwierdziła szeptem Maya, obserwując uważnie Stefana i Thomasa bawiących się z małą Lily klockami, na środku salonu. Zauważyła dziwne zachowanie swojej siostry, która jak nigdy dotąd unikała spojrzenia Thomasa. Nie była głupie i wiedziała, że coś jest na rzeczy. Dodatkowo jej obawy potwierdził spuszczony wzrok Kristiny. 
-Oho..., co tym razem? - zapytała, odkładając książkę na miejsce. 
-Całowałam się z Thomasem. - powiedziała cicho, spuszczając głowę i przyglądając się drewnianemu parkietowi. Maya na samym początku była lekko zaskoczona odpowiedzią swojej starszej siostry. Miała nadzieję, liczyła na to, że prędzej czy później do tego dojdzie, jednak nie mogła nie zauważyć, że było to mimo wszystko zaskoczeniem. 
-Daj mu szansę. - po chwili Maya zamknęła jej dłoń w swojej i spojrzała na nią z lekkim uśmiechem na twarzy. Dobrze wiedziała, że jej siostra walcząc z chorobą, będzie potrzebowała kogoś kto będzie obok niej, zawsze. 
-Wiem, że nie był Ci wierny, ale on na prawdę coś do Ciebie czuje. Nie strać go. Lily zasługuje na normalną rodzinę. - dodała, przeczesując włosy swojej siostry. Pokiwała jej głową, uśmiechając się do niej delikatnie. Jej siostra miała rację. Nie tylko ona z resztą miała takie zdanie na temat Morgensterna. 
-Kotku jedziemy? - pytanie Stefana sprawiło, że obie kobiety skierowały wzrok na mężczyzn bawiących się z małą dziewczynką.
-Jedziemy. - powiedziała, klepiąc swoją siostrę w ramię.
-Jutro wieczorem będę z powrotem. - dodała, gdy razem ze Stefanem stali w przedpokoju. Kristina uśmiechnęła się do niej lekko.
-Trzymajcie się. - rzucił Stefan, otwierając drzwi wejściowe i przepuszczając w progu swoją ukochaną. Odpowiedzieli mu z szerokimi uśmiechami na twarzach, Kristina i Thomas, gdyż mała Lily została położona spać przez obu mężczyzn, gdy zaczęła ziewać bawiąc się zabawkami.
  Gdy zostali sami, zapadła niezręczna dla obojga cisza. Thomas nie mógł sobie darować tego, że pozwolił uczuciom wygrać ze zdrowym rozsądkiem. Kristina natomiast próbowała złożyć w całość wszystkie myśli, które miały pomóc jej otworzyć przed nim swoje serce. Bała się zawieść po raz kolejny, jednak strach przed samotność zabierał jej głos.
-Ten pocałunek po południu, ja wiem, że nie powinienem. - czuł się źle widząc jak unika jego wzroku. Chciał wszystko jej wytłumaczyć, żeby najprościej w świecie jej nie stracić. Chciał iść w ślady Stefana i May'i, jednak jej uścisk na jego nadgarstku mu w tym przeszkodził.
-Wybaczyłam Ci, już dawno. Równie dawno bije się z myślami, w których znów jesteś obok mnie. - jej stwierdzenie bardzo go zdziwiło. Nie dopuszczał do siebie myśli, w których Krsitina daje im drugą szansę. Dotąd myślał, że przekreśliła ich grubą kreską i powrotu nie było.
-Czy to znaczy, że ...?
-Nie zostawiaj mnie samej. - powiedziała ze łzami w oczach. Poczuła jak jego dłoń zaplata się z jej dłonią, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Nie wierzył, że dawne uczucie, które poniekąd on zniszczył mogło jeszcze dojść do słowa i znów dać mu nadzieję na szczęśliwe życie u boku kobiety, którą kochał.
-Nie zostawię. - objął ją w pasie, przyciągnął do siebie tak, że jej blade dłonie spoczęły na jego klatce piersiowej zakrytej ciemnym podkoszulkiem. Na jej równie bladej twarzy pojawił się delikatny uśmiech świadczący o tym, że jego deklaracja była dla niej czymś ważnym. Uniósł dłonią jej podbródek. Przez krótką chwilę wpatrywał się w jej błękitne tęczówki, ażeby na samym końcu złączyć ich wargi. Blondynka odwzajemniła pocałunek, który przypomniał obojgu wszystko co jakiś czas temu zakopali w zakamarkach swoich myśli.


Znalezione obrazy dla zapytania couple tumblr gif


-Nad czym tak myślisz? - zapytał Stefan, gdy Maya siedząc na łóżku wpatrywała się w okno, w którym odbijały się światła stojących przy szosie latarni. Od kilku dni May'a wydawała mu się być nieobecna. Zaczynał się o nią bać, jednak miał nadzieję, że nie ma o co. Zmarszczył brwi, zamykając laptop, stojący na komodzie. Zdjął bluzę, odwieszając ją na oparcie jasnego fotela stojącego pod ścianą, po czym usiadł na dużym łóżku obok swojej dziewczyny. Odwróciła głowę, posyłając mu lekki uśmiech. 
-Kotek, co się dzieje? - zapytał. Musnęła jego wargi, po czym wtuliła się w jego tors. Miała nadzieję, że jej siostra i Thomas znów będą ze sobą szczęśliwi. 
-Nic. Zupełnie nic. - odpowiedziała przymykając powieki. Kraft natomiast westchnął a nie pewność, która dotąd w nim była nie uciekła tylko jedynie się pogłębiła. Złożył na jej czole całusa, po czym i on przymknął powieki, po tym jak położył się na jasnej poduszce. 


Znalezione obrazy dla zapytania miłość cytaty


♦♦♦
 
słówko ode mnie:


Pojawiam się z jednodniowym poślizgiem, za co bardzo was przepraszam. 
W następnym rozdziale pojawią się inni bohaterowie, bo chyba za bardzo skupiam się tylko na jednych. Wiem, że ciekawi was wątek Gregora i Sophie, więc za dwa tygodnie przeczytacie w głównej mierze o nich. 

Dziękuję za wszystkie komentarze, które zostawiacie pod rozdziałami. A Ci, którzy nie zostawiają, byłabym wdzięczna gdybyście je zostawiali. ☺

Pozdrawiam was bardzo gorąco.

Evie.


niedziela, 9 kwietnia 2017

Wygrana piętnasta ~ "Wszystkie nasze marzenia mają szansę się spełnić, jeśli mamy odwagę je realizować."



     "Wszystkie nasze marzenia mają szansę się spełnić, jeśli mamy odwagę je realizować."






Słowenia 23.03.2017 r.

     Jasne promienie słońca otulały wielką skocznię, kochaną przez wszystkich skoczków narciarskich. To tu mieli zakończyć sezon, który dla wielu z nich był lepszym, wręcz mistrzowskim, dla innych nauczką i prawdziwym sprawdzianem psychiki, która nie zawsze pracowała tak jak powinna. Tej zimy wielu z nich borykało się z własnymi charakterami i osobowościami, które dotąd wydawały się być dla nich dobrze poznanymi. Najwidoczniej musieli nauczyć się samych siebie, od nowa i niekiedy spojrzeć w lustro z zupełnie innymi myślami niż tymi, które dotychczas biły się o miano lidera w ich głowach. Wielu z nich jednak cieszyło się z sukcesów swoich rywali, co dawało temu sportowi wyjątkowości. Przyjaźń jaka między nimi panowała, sprawiała, że na twarzach wielu z kibiców pojawiały się szerokie uśmiechy. 
-Boisz się? - pytanie May'i sprawiło, że Stefan siedzący dotąd w ciszy na łóżku Michael'a lekko drgnął i wbił w swoją dziewczynę, piękny brązowy wzrok z nutką niepewności, którą bardzo dobrze znała. Uśmiechnął się do niej delikatnie, lekko przeczesując jej jasne włosy. Cieszył się, że ma ją u swojego boku i choć nie było łatwo, to udało mu się podnieść po wielu zawirowaniach życia prywatnego, co w konsekwencji przełożyło się na jego sukcesy w świecie skoków narciarskich. 
-Stefan co się dzieje? - zapytała nieco niepewnie. Ciemnowłosy mężczyzna zaprzeczył ruchem głowy i lekkim uśmiechem w kierunku blondynki, która ewidentnie martwiła się dziwnym zachowaniem swojego partnera. Mając na względzie wszystkie opowieści, które opowiadał jej Michael, zaczynało niepokoić ją, dziwne zachowanie jej chłopaka. 
-A gdybym przegrał w ten weekend wszystko, zostawiłabyś mnie? - pytanie zadanie przez Stefana sprawiło, że Maya zakrztusiła się własną śliną. Nigdy nie sądziła, że usłyszy z jego ust takie słowa. On nie był tym samym Stefanem, którego znała w czasach liceum. Związek z Marią musiał odbić się w nim strasznym piętnem. Przybliżyła się do niego i położyła na jego kolanie swoją dłoń. Uniósł głowę i niepewnie skrzyżował ich spojrzenia. Bał się jej reakcji, nie chciał kolejny raz zostać sam, a gdzieś z tyłu w jego myślach właśnie taki scenariusz się pojawiał. Uśmiechnęła się do niego lekko, tak niepewnie. Przejechała drugą dłonią po jego policzku, zostawiając na jego skórze przyjemne dreszcze, które dawały mu nowy oddech. Przymknął powieki i po krótkiej chwili poczuł na swoich wargach, wargi May'i smakujące malinową herbatą, którą wypiła jakiś czas temu na spacerze z Severin'em, któremu chciała pomóc w odzyskaniu serca Glorii. Odpowiedział na jej pieszczotę, sadzając sobie blondynkę na kolanach. Gdy oderwała usta od ust skoczka, on oparł swoje czoło na jej klatce piersiowej. Chciał być najszczęśliwszym facetem na świecie, jednak nie wiedział jak miałby jej to powiedzieć. Nie chodziło mu tu tylko o skoki, które zawsze były na najwyższym stopniu w hierarchii. I teraz, gdy w jego życiu pojawiła się May'a, jego miłość z czasów liceum wszystko się dla niego zmieniło. Skoki były ważne, ale blondynka była najważniejsza, a strach przed jej utratą był paraliżujący i czasami budził go nawet w środku nocy zalanego potem. 
-Kocham Cię i nic tego nie zmieni. Dla mnie mógłbyś być nawet biedny i niesławny. Kocham Twoje brązowe oczy, w których odnajduję ten blask, gdy się uśmiechasz. Dziecięcą radość, gdy stajesz na najwyższym podium i odbierasz trofea. Ta czułość, gdy bierzesz w ramiona moją siostrzenice i ta chęć pomocy, którą niesiesz, każdemu kto o nią poprosi. Nie stać mnie na to, żeby zostawić kogoś takiego jak ty. Miłego, uroczego, czułego, romantycznego, przystojnego i naturalnego ... nie zostawię Cię, już prędzej to ty mnie zostawisz. - wypowiadając ostatnie słowa cicho się zaśmiała, a Stefan poszedł w jej ślady. Nie spodziewał się słów, które usłyszał. Nie wiedział, że dziewczyna może mieć o nim tak dobre zdanie i obawiać się tego, że pewnego dnia to on ją zostawi. Nie byłby w stanie wypuścić z rąk kobiety, która sprawia, że jego życie ma sens a sukcesy mogą stać się jego znakiem rozpoznawczym. 
-Kocham Cię najmocniej na świecie i to nigdy się nie zmieni. - odpowiedział jej, całując namiętnie. Oddała go z czułością a on uśmiechnął się obejmując ją w pasie i kładąc na łóżko. 
-No ja rozumiem wszystko, ale nie na moim łóżku. - Maya odepchnęła Stefana, poprawiając swoją koszulę i przestraszonym wzrokiem obserwując Michael'a, który niepostrzeżenie chwilę wcześniej wszedł do dzielonego razem z Kraft'em pokoju hotelowego. Brunet mierzył go morderczym spojrzeniem, a Maya gdyby mogła zapadłaby się pod ziemię i choć byli razem ona nadal czuła się dziwnie, gdy blondyn nakrywał ich razem. 
-Puka się. - warknął szatyn, wbijając swoje mroczne spojrzenie w przyjaciela. Blondyn oparł plecy o ścianę i posłał lekki uśmiech w kierunku Stefan'a. 
-No właśnie widzę. - odpowiedział poruszając sugestywnie brwiami w kierunku swojego najlepszego przyjaciela. Stefan popukał się palcem w czoło, a Hayböck dopiero po jego geście przeniósł wzrok na speszoną dziewczynę siedzącą na jego łóżku. Lubił ją i miał wrażenie, że ta nie zareaguje tak na jego słowa. 
-Trener Cię szuka i jest zdecydowanie wkurzony. - Kraft po jego słowach wyskoczył z pokoju hotelowego, czym rozbawił również Mayę, która dotąd siedziała na łóżku należącym do Hayböck'a.
-Co powiesz na kawę, na dole? - spojrzała na niego niepewnie. Znała go już jakiś czas i miała wrażenie, że za jego propozycją kryje się coś dziwnego.
-Jasne. - odpowiedziała mu, podnosząc się z łóżka, na którym chwilę wcześniej siedziała. Blondyn przepuścił ją w drzwiach z lekkim uśmiechem na twarzy. Choć nie dawał tego po sobie poznać, zazdrościł swojemu przyjacielowi dziewczyny, jaką była Maya. Blondynka potrafiła sprawić, że Stefan, za którym wszyscy tęsknili wrócił w jednej chwili, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszyscy byli jej wdzięczni za to, co zrobiła. Każdy miał również nadzieję, że dziewczyna nigdy go nie opuścili.
    Przywitali się uśmiechem z kilkoma skoczkami, którzy razem ze swoimi rodzinami zasiadali w hotelowej restauracji. Wzrokiem wychwycili stojący pod dużym oknem, wolny stolik i idąc ze sobą ramię w ramię skierowali się w jego stronę. Cieszyła się, że udało jej się znaleźć wspólny język z przyjaciółmi Stefan'a.
-Kawa to tylko pretekst prawda? - uniosła pytająco brew, uważnie wpatrując się w blondyna siedzącego na przeciwko niej. Podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę niepewnym wzrokiem. Nigdy nie miał przyjaciółki, której mógłby powierzyć swoje tajemnice, uczucia i obawy, związane z dalszym życiem. Nie wiedział w jaki sposób miałby poprosić ją o to, żeby została jego przyjaciółką. Bał się jednak, że będąc dziewczyną Stefana, nie będzie chciała dzierżyć tego miana.
-Zostałabyś moją przyjaciółką? - zapytał niepewnym głosem, niepewnie przenosząc wzrok na siostrę Kristiny. Zdziwienie pojawiło się na jej twarzy, gdy usłyszała słowa, które wydobyły się z ust Michael'a. Nie spodziewała się takiego pytania. Była przygotowana na wszystko, ale nie na to, co usłyszała.
-Nie masz się komu wygadać? - zaśmiał się słysząc jej słowa. Przeczytała go od razu. Westchnął, uniósł głowę i wbił w nią swoje spojrzenie. Bał się tego, że dziewczyna go wyśmieje. Jednak na to się nie zanosiło.
-Stefan jest moim przyjacielem, jednak kobiece spojrzenie na pewne sytuacje byłoby lepsze. - zaśmiała się słysząc jego komentarz. Miał sporo racji. W gruncie rzeczy Michael byłby świetnym przyjacielem, pomyślała.
-Dobrze, zostanę Twoją przyjaciółką. - odpowiedziała, ku jego zadowoleniu. Cieszył go ten fakt, czego nie ukrywał. 






Słowenia, 26.03.2017 r.

-Dałaś się namówić Severin'owi, żeby przyjechać do Planicy? - jej ciało przeszedł dreszcz, gdy przy swoim uchu usłyszała głos Schlierenzauer'a. Nie dała poznać po sobie tego, że jego obecność działała na niego nie tak jak ona sama by tego chciała. Wyjechała z Niemiec tylko dlatego, że musiała odnaleźć samą siebie w życiu, w którym romans z austriackim skoczkiem skończył się szybciej, niż by tego oczekiwała. 
-Skoro tu jestem, to tak musiało być. - odpowiedziała mu, nie przenosząc wzroku na jego osobę. Dobrze wiedziała, że nie skończyłoby się to, tak jak chciałby jej rozsądek. Uczucia względem Austriaka nadal w niej drzemały, jednak ona nie była w stanie mu zaufać, po tym jak ich znajomość tak szybko się zakończyła. 
-Dlaczego chcesz przekreślić wszystko to, co było między nami? - zapytał opierając swoje dłonie na pniu drzewa, o który ona opierała plecy. - zaśmiała się, słysząc słowa wypowiedziane przez szatyna. Nie chciała się z nim spotkać, nie miała ochoty kolejny raz wdawać się z nim w niepotrzebne dyskusje, które skończyłby się nie tak, jak oboje by tego chcieli. Mimo wszystko nie chciała się z nim kłócić. 
-Ja? Chyba sobie kpisz. - odpowiedziała, z premedytacją nie przenosząc wzroku na jego osobę. Bolało ją to, jak zakończyła się ich relacja, jednak nie chciała mu o tym powiedzieć. Po prostu, nie była w stanie. Gregor, jednak nie należał do tych pozbawionych determinacji i wiedział, że musi zrobić wszystko, żeby odzyskać Sophii. Jednak jej wzrok, który napotkał zasiał w nim ziarno niepewności. Może na prawdę nie powinien walczyć o Sophie i pozwolić jej znaleźć kogoś kogo pokocha? Swoją szansę widocznie stracił i nie powinien już jej zadręczać. Dając jej jednoznacznie wolną drogę do bycia szczęśliwą. 
-Wiem, zachowałem się jak ostatnia szumowina. - spuścił głowę, uprzednio opierając jedną z dłoni na pniu drzewa. Dopiero teraz, widząc jej obojętny wzrok zdał sobie sprawę z tego, jak dobrze było mu u jej boku. Przypominał sobie, każdy pocałunek, który składała na jego ustach i skrawkach jego ciała. Jego imię, szeptana każdej nocy i każdego ranka. Jej widok stojącej w jego koszuli. To wszystko stracił, przez własną głupotę. Sądził, że Sandra była tą jedyną, do momentu, w którym Sophie wymknęła się z pomiędzy jego palców. 
Uniósł wzrok i spojrzał na nią tym samym wzrokiem, którym patrzył na nią, każdego wspólnego poranka. Pod tym, pod którym zawsze miękły jej kolana. Dłonią, lekko uniósł jej podbródek, tak aby móc bez przeszkód spoglądać w jej piękne oczy. Przejechał po jej policzku dłonią, przygryzając lekko wargę. Jej skóra sprawiała, że jego samego przechodził dreszcz. To Sophie miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że on po prostu miękł. Musnął jej wargi swoimi, przymykając oczy. Poczuł ciepło, którego dotąd nie czuł. Zakochał się? Możliwe, jednak myśl o tym, jak bardzo ją zranił sprawiała, że przestał liczyć na cokolwiek z jej strony. 
-Jesteś niezwykłą kobietą i zasługujesz na kogoś o wiele lepszego niż ja, zrozumiałem. - wyszeptał, poprawiając jeden z kosmyków jej włosów, który wystawał spod jej czapki. Znów poczuł smak jej ust, który czuł zawsze, gdy ich dotykał. 
-Greg... - chwyciła jego nadgarstek, gdy chciał się wycofać.
-Życzę Ci szczęścia. Żegnaj. - powiedział, wyswobadzając swój nadgarstek z jej uścisku. Powolnym krokiem, ze spuszczoną głową skierował się do wioski skoczków, w której jego koledzy przygotowywali się do ostatniego konkursu w tym sezonie. 
Sophie zacisnęła usta, a w kącikach jej oczu, zalśniły łzy. Schowała twarz w dłoniach i usiadła na zielonej trawie pod drzewem. Uciekała przed uczuciem, próbując wmówić sobie, że jest zimnym draniem, bawiącym się kobietami. Choć sama wiedziała, że to wielkie kłamstwo, a Schlierenzauer jest niesamowitym mężczyzną, który zdecydowanie dorósł. 
-Sophie coś się stało? - głos Kristiny sprawił, że podniosła głowę. Obok blondynki stał Morgenstern trzymający na rękach ich córeczkę, Lily. 
-Straciłam go i już nie odzyskam. - wyszeptała, wtulając się w Kristinę, która pochylała się obok niej. Nie mówiła nikomu, że Schlierenzauer zwierzył się jej jakiś czas temu z relacji, jaka między nimi panowała. 
-Kochasz Gregora? - zapytała, lekko gładząc jej plecy. 
-Kocham, ale ... - odpowiedziała patrząc na Kristinę niepewnym wzrok.
-Powiedz mu to, co czujesz. Jest specyficzny i nie mówi łatwo o swoich uczuciach. Ale jest dobrym facetem i wiem, że Cię kocha. - powiedziała, uśmiechając się do niej lekko. Pokiwała jej lekko głową, uśmiechając się nieznacznie. Podniosła się z trawy i obdarzając ich lekkim uśmiechem odeszła w kierunku wioski skoczków, gdzie miała spotkać się ze swoim bratem. 
-Nie wiem o czymś? - zapytał Thomas podchodząc do niej. Blondynka uśmiechnęła się do niego i swojej córeczki. 
-Gregor zakochał się w Sophie, tylko nie potrafi jej tego powiedzieć. - rzuciła i jako pierwsza ruszyła w kierunku wioski, w której skoczkowie narciarscy przygotowywali się do ostatniego konkursu w sezonie Pucharu Świata. 




Ostatni konkurs sezonu, ostatni skok, który miał zapieczętować cały ich trud i wymagania, jakie stawiali im trenerzy, ambicja, presja otoczenia i same zawody. Zawodnicy cieszyli się z takiego obrotu spraw. Choć kochali skoki narciarskie, które były ich największym nałogiem, to mimo wszystko potrzebowali odpoczynku, po nie banalnym sezonie. 
Kamil Stoch oparł narty o jedną z barierek i odebrał plecak od jednego z członków sztabu szkoleniowego, kładąc go na drewnianej ławce. Po kilku uściskach z kolegami po fachu, wymienieniem się uśmiechami z przyjaciółmi, swoim wzrokiem szukał pewnej blondynki. Dziewczyny, która oczarowała swoim sposobem bycia, otwartością, miłym słowem, pięknym i co ważne szczerym uśmiechem. Dodatkowo jej oczy wpatrzone w niskiego, austriackiego skoczka narciarskiego sprawiały, że na sercu robiło się zdecydowanie cieplej i wszyscy kibicowali im jak jeden brat, mając cichą nadzieję na zaproszenie, na ślub. Gdy dostrzegł ją stojącą razem z Michael'em Hayböck'iem, jego żoną, Ewą i lekarką reprezentacji Austrii uśmiechnął się i postanowił skierować się w ich kierunku. Chwilę wcześniej pozbył się kombinezonu, zamieniając go na kadrowe dresy i kurtkę z nazwą kraju na plecach. Wiedział, tak jak wszyscy, że Stefan nie da wyrwać sobie trofeum, które na prawdę mu się należało. Pokazał w tym sezonie, że jest niesamowity, a talent dostał razem z genami. On, bardzo cenił młodego, przesympatycznego Austriaka, który nie krył tego jak bardzo jest w niego wpatrzony. Wywiadami, w którym wskazuje Kamila Stocha jako swojego idola, zdobył w jego sercu i życiu specjalne miejsce, którego za pewne nigdy już nie straci. Wzruszał swoimi słowami nie tylko Kamila. Zatrzymał się na chwilę widząc jak Maya nerwowo spogląda w górę, oczekując momentu, w którym na belce startowej zasiądzie Stefan. Uśmiechnął się do swojej żony i towarzyszącej jej Wagner, po czym robiąc kilka niewielkich kroków stanął obok May'i czekającej w napięciu na skok, który miał oddać jej ukochany. Michael przywitał się ze Stochem męskim uściskiem, po czym oparł się dłońmi o bandę oglądając szalejących pod skocznią kibiców.
-Jest niesamowity, poradzi sobie. Wygra to. - powiedział, obejmując ją swoim przyjacielskim ramieniem. Maya podniosła głowę i obdarowała Polskiego skoczka prawdziwym, szczerym, dziewczęcym uśmiechem. 
-Ja to wiem, Pan to wie, ale on nie do końca. - odpowiedziała, nieco zasmucona. Rozmowa ze Stefanem z przed trzech dni, dała jej dużo do myślenia. Nie wiedziała co zrobić, żeby jakoś go dowartościować. Wygrywał wiele a nadal nie był pewien swojej wartości. Nie ukrywała tego, że bardzo ją to niepokoiło. 
-Michael mi się zwierzał, więc wiem. - powiedział wskazując jej wzrokiem na blondyna pochłoniętego rozmową z Ewą, która śmiała się z historii, opowiadanych jej przez Austriaka. -On jest taki jak ja w jego wieku. Długo nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że to co się wokół dzieje może nie być snem. Dopiero, gdy wziąłem ślub z Ewą zacząłem w siebie wierzyć, a ona u boku dała mi siłę do tego, żeby walczyć o marzenia, które wbrew wszystkiemu potrafią się spełniać. - jego słowa sprawiły, że na jej dotąd nieco zasmuconej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Podziwiała takie pary jak Stochowie, zastanawiała się również, czy aby jej samej życie nie zaskoczy i nie pozwoli jej na szczęście u boku Stefana, w którym zakochała się na nowo, teraz mocniej niż w liceum. 
-Chciałaby żeby w siebie uwierzył. Jest niesamowitym człowiekiem, tylko chyba nie do końca jest tego świadom. - odpowiedziała mu, spoglądając na telebim, na którym właśnie zostali pokazani. Kamil lekko dźgnął ją w ramię i wskazał na szczyt skoczni unosząc kciuk do góry, dziewczyna poszła w jego ślady i już po chwili kamera ujęła Stefana przygotowującego się do zajęcia miejsca na belce startowej. 
-Bądź przy nim, a na pewno zacznie w siebie wierzyć. - dodał, przytulając ją do siebie. Polubiła Polskiego Mistrza i wiedziała, że nigdy nie zniknie z jej życia, będąc tym samym motywacją do działania i idolem. 
   Poprawił gogle, wziął głęboki oddech i czekał niecierpliwie na znak swojego trenera, który pozwoli mu zapieczętować jego osobisty sukces. Nadal nie mógł uwierzyć, że Kryształowa Kula jest tak blisko, a jego wielki, osobisty sukces. Był skromny, jednak nie wszyscy uważali to za odpowiednie, bali się, że kiedyś może go to zgubić. Widząc jednak u jego boku Mayę, wszystkie podobne myśli uciekały. Dziewczyna była niesamowita, zakochana w nim, a on w niej, co było widać gołym okiem. 
Gdy chorągiewka w dłoniach Heinz'a Kuttin'a energicznie zawirowała, Stefan równie energicznie odbił się od zimnej belki startowej, pędząc w dół progu startowego. Odbił się z progu w idealnym momencie i wyłożył się na nartach jak najlepiej potrafił. Nie drgnął i nawet podmuchy dość znaczącego wiatru nie zmieniły jego sylwetki. Czuł, że skoczy daleko i gdy wylądował nogi dały mu to do zrozumienia, jednak głośny okrzyk publiczności dał mu idealny dowód na to, że było warto. Gdy obok niego pojawili się inni skoczkowie i zaczęli mu gratulować na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Maya czekała do momentu, w którym zejdzie z zeskoku i zdąży się przebrać. Była z niego dumna, a uśmiech na jej twarzy jasno dawał to ludziom do zrozumienia. 
-Jesteś niesamowity. - powiedziała, gdy z zamkniętymi oczami, stał oparty o jedną z barierek. Uśmiechnął się słysząc jej piękny, aksamitny głos. Nie ukrywał przed nikim tego, że wszystko co osiągnął w tym sezonie, zawdzięczał właśnie jej. -Kocham Cię. - dodała, gdy na dostrzegła uśmiech na jego twarzy. 
-Ja Ciebie też. - odpowiedział przytulając blondynkę do siebie. Musnął jej wargi swoimi, po czym rozmarzył się w jej oczach. - Tą Kryształową Kulę dedykuje Tobie, bo gdyby nie ty nic bym nie osiągnął. - dodał, czym wywołał jej łzy do odpowiedzi przy tablicy. Wzruszył ją. Tym razem to ona połączyła ich wargi w krótkim pocałunku, po którym Stefan udał się na ceremonię uwieczniającą ten piękny dla niego sezon.



"Bo w życiu najważniejszą są chwilę, które możemy dedykować tym, których kochamy najmocniej."

♦♦♦

słówko ode mnie:

Miałam być w piątek, niestety przeziębienie, odwodnienie, uczelnia i dodatkowe zajęcia nie pozwoliły mi na to. Przepraszam was najmocniej jak tylko potrafię i mam nadzieję, że was nie zawiodłam tym rozdziałem powyżej. Wybaczycie mi? Obiecuję się poprawić i kolejny rozdział pojawi się w Wielki Piątek, mam nadzieję, że tym razem was nie zawiodę. 

Dziękuję za to, że mimo moich nieobecności jesteście ze mną, czytacie i komentujecie. Motywuje mnie to do działania i próbuje dodawać rozdział, jednak tak jak teraz choroba mi na to nie pozwoliła. 

Motywujecie mnie do pisania i dla was zrobię wszystko aby was nie zawieść. 


Pozdrawiam bardzo gorąco. ☺


Ps. Za błędy przepraszam.
     

piątek, 24 marca 2017

Wygrana czternasta ~ "Jeśli przyjaciele są wysoko na twojej liście priorytetów, to nawet gdy stracisz zdrowie, i tak zachowasz to, co liczy się najbardziej."


"Jeśli przyjaciele są wysoko na twojej liście priorytetów, to nawet gdy stracisz zdrowie, i tak zachowasz to, co liczy się najbardziej."
~Regina Brett




Spittal an der Drau, Austria - 16.03.2017 r.


      Kristina krzątała się po małej, ale przestronnej kuchni na tyle cicho, aby nie obudzić oddającej się popołudniowej drzemce jej dwuletniej córeczce. Choroba, która zawładnęła jej organizmem, zachwiała również jej życiem zawodowym. Była lekarzem i zawsze walczyła o to, żeby jej pacjenci nie poddawali się w toczonej z losem walce. Ironią było to, że co kilka dni, ona również chciała tak po prostu się poddać i oddać walkę walkowerem. Jednak jej siostra, córka, przyjaciele, bliscy ściągali ją na ziemie zawsze w odpowiednim momencie. Dodatkowo wieść o tym, że bez przeszczepu szpiku kostnego się nie uda, nie napawała kobiety optymizmem bo z lekarskiego doświadczenia wiedziała, że w wielu przypadkach dawca po prostu się nie znajduje. 
Wytarła wilgotne dłonie w kolorową ścierkę kuchenną, gdy do drewnianych drzwi wejściowych rozległo się ciche pukanie. Spojrzała na wiszący na ścianie w kuchni zegarek i stwierdziła, że nie może to być ani Maya, ani Thomas. Zaciekawiona skierowała swoje kroki w kierunku małego przedpokoju, w którym na posadzce stały równo ułożone buty, a na drewnianej komodzie stała jej torba i mały koszyk z kluczami, kluczykami do samochodu i dokumentami. Przekręciła klucz w zamku, nacisnęła na zimną, mosiężną klamkę i pchnęła drzwi. Widok znajomej blondynki stojącej na drewnianym ganku wprawił Kristinę w lekkie zdziwienie. 
-Cześć Kris. - Ewa Stoch, która była tajemniczą blondynką uśmiechnęła się do Kristiny szeroko i bardzo ciepło. Cerncic po krótkiej chwili odwzajemniła jej gest, po czym wpuściła ją do środka. Nie spodziewała się zobaczyć żony Kamila Stocha w progu swojego domu. Choć musiała przyznać, że była bardzo zadowolona z tego faktu. Jeszcze gdy była partnerką Thomas'a często spotykała się z partnerkami innych skoczków. Najlepszy kontakt miała jednak z żoną Stocha, Żyły i Huli, z którymi jak się później okazało ma wiele wspólnego. 
-Nie przeszkadzam? - zapytała Ewa rozglądając się uważnie po mieszkaniu. Cerncic uśmiechnęła się do niej delikatnie, zaprzeczając ruchem głowy. Ucieszyła się z tej wizyty, co Ewa zauważyła już na samym początku.
-Lily śpi, a ja robię wszystko, żeby się nie nudzić. - odpowiedziała jej, prowadząc Polkę do kuchni. Stoch była już u niej kilka razy, jednak musiała przyznać, że po małym remoncie, który Kristina przeprowadziła jakiś czas temu dom wyglądał nieco ładniej, bardziej elegancko i przytulnie. O chorobie Austriaczki dowiedzieli się podczas Turnieju Czterech Skoczni, każdy był zszokowany taką wiadomością. Nie mogli zrozumieć dlaczego życie doświadczyło właśnie ją. Tak niesprawiedliwie uwzięło się właśnie na nią i rzucało jej wielkie kłody pod nogi. 
-Herbatki? - spytała Kristina, gdy razem z Ewą znalazły się w kuchni. Polka pokiwała jej z aprobatą głową, siadając na jednym z trzech drewnianych krzeseł znajdujących się przy jasnym stole stojącym przy samej ścianie. Ewa Stoch nie była do końca pewna, czy jej pomysł przypadnie do gustu blondynce, miała jednak nadzieję, że ta doceni dobre zamiary i chęć pomocy jaka nią kierowała. 
-Jak się czujesz? - zapytała, nieco nie pewnie nieco starsza z kobiet. Kristina wzruszyła jedynie ramionami. Życie z wiedzą o tym, że ma się w sobie wirusa, który w każdej chwili może zaatakować definitywnie nie napawał optymizmem, jednak walka, którą z nim toczyła dodawała potrzebnych jej sił. 
-Z porównaniem do początków, to teraz jest o niebo lepiej. - odpowiedziała szczerze, uśmiechając się do niej lekko i szczerze. Na prawdę czuła się dobrze i to było dla niej najważniejsze. Wiedziała, że musiała walczyć, bo miała dla kogo. Nie potrafiłaby odejść bez walki, zostawiając Lily, którą kochała najmocniej na świecie. Dziecko, które było pamiątką pięknego uczucia, którego zazdrościło jej i Morgenstern'owi wiele osób. Dlatego też zdrada Thomas'a była dla wszystkich szokiem. Z biegiem czasu jednak wszyscy się otrząsnęli i tak jak oni zaczęli żyć dalej. 
-Wyglądasz świetnie. - powiedziała Ewa podnosząc się z krzesła i kierując swoje kroki do blondynki opartej o ciemny blat kuchenny. Kristina uśmiechnęła się do niej delikatnie, praktycznie niedostrzegalnie a w kącikach jej oczu zaszkliły się łzy. Była niesamowicie szczęśliwie wiedząc, że ma wielu przyjaciół życzących jej wygrania z paskudnym nowotworem. Ona sama miała nadzieję, że jej się uda i będzie mogła żyć bez obaw o kolejny dzień. Ewa Stoch zamknęła jej dłonie w swoich dłoniach i również nieco zaszklonymi oczami, a raczej tym spojrzeniem dała kobiecie do zrozumienia, że będzie wspierać ją w tej nierównej walce. 
-Dziękuję. - wyszeptała, na co Ewa uśmiechnęła się do niej ciepło. Razem z mężem chcieli jej pomóc i sprawić, żeby znów, na dobre już zagościła w ich skocznej rodzinie. 
      Dźwięk gotującej się wody rozbrzmiał równocześnie z dźwiękiem zamykanych drzwi. Kristina zgasiła palnik, na którym stał srebrny czajnik wypełniony wodą, po czym zalała wrzątkiem dwa porcelanowe kubki, stojące na ciemnym blacie kuchennym. Podała jeden  kubek Ewie, która podążając za nią skierowała się do salonu, w którym po krótkiej chwili pojawił się Thomas Morgenstern w towarzystwie May'i, którą odebrał z pracy. Młoda dziewczyna przywitała żonę Kamila Stocha całusem w policzek. Polubiła kobietę spotykając ją kilkakrotnie na zawodach Pucharu Świata. Musiała przyznać otwarcie, że Kamil Stoch zdobył jedną z najlepszych kobiet na świecie. Thomas, który zaniósł zakupy do kuchni, po krótkiej chwili również pojawił się w salonie i tak jak wcześniej May'a, przywitał się z żoną swojego najlepszego kolegi. 
-Pójdę wziąć prysznic i się przebiorę. - powiedziała May'a znikając po chwili na jasnych schodach.
-Idę do domu, ale niedługo przyjdę. - rzucił Thomas chowając się w przedpokoju. 
-To zabrzmiało jak groźba. - zauważyła Ewa, rozbawiając swoją miną Kristinę.
-Bo to jest groźba. Nie wychodzi dopóki nie zjem porządnej kolacji, nie wypiję herbaty i jak grzeczna dziewczynka nie położę się pod kołderkę. - odpowiedziała jej ze szczerym uśmiechem goszczącym na jej twarzy.
-Słyszałem. - powiedział Thomas, wystawiając głowę z przedpokoju. Obdarował kobiety uśmiechem i zniknął w ciemnym przedpokoju a one usłyszały jedynie dźwięk zamykanych drzwi. Obie zaśmiały się, komentując tym samym zachowanie Morgenstern'a. 
-Pomaga Ci. - zauważyła Stoch, kierując swój wzrok na panią domu. Kristina pokiwała jej z aprobatą głową, po czym upiła łyk gorącej nadal herbaty. Musiała przyznać, że Thomas był jej największym wsparciem. Zawsze znajdował się obok niej, gdy potrzebowała go najbardziej. 
-Bardzo mi pomaga. - powiedziała Kristina uśmiechając się do niej delikatnie. Ewa zauważyła w jej oczach coś czego nie widziała dotąd w jej oczach. 
-Nadal go kochasz? - zapytała, czym wyrwała z zamyślenia lekarkę. Ta spojrzała na nią niepewnym wzrokiem. Nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, które przed chwilą padło z ust Ewy Stoch. Thomas zawsze był częścią jej życia, a to, że mieli córkę wiązało się z tym, że zawsze będą już ze sobą związani. Jednak choroba, która zawładnęła jej ciałem sprawiła, że Morgenstern znów stał się jej bliższy. Spędzał z nią wiele czasu, opiekował się nią i nie pozwalał poddawać w trudnych momentach. Ona sama jednak nie wiedziała, czy nadal czuje coś do byłego już, skoczka narciarskiego. 
-To nie jest takie łatwe. - westchnęła w momencie, w którym w salonie pojawiła się Maya. Obie blondynki upiły łyk ciepłego płynu ze swoich kubków i po chwili na ich twarzach pojawił się lekki uśmiech adresowany do młodszej siostry Kristiny. 
-Mam pomysł. - powiedziała, trochę niepewnie Ewa. Zarówno Kristina, jak i Maya uważnie się jej przyjrzały. 
-Jaki? - zapytała młodsza z kobiet, ciekawa pomysłu żony Kamila Stocha.
-Pomyślałam, że może jako kobiety mogłybyśmy zorganizować badania dla pań, które mogłyby przebadać się i wykryć ewentualne zmiany w organizmie. Panów tyczy się również. - Kristina uśmiechnęła się szeroko, słysząc pomysł Ewy. Żona Stocha wpadła na genialny pomysł, czemu żadna z sióstr nie mogła zaprzeczyć. 
-To jest genialne! - krzyknęła May'a podnosząc się z fotela na którym siedziała. Swoim krzykiem zaciekawiła wchodzącego właśnie do domu Morgenstern'a, który nie krył swojego zdziwienia takim zachowaniem najmłodszej z blondynek. 
-Co jest genialne? - zapytał, zamykając za sobą drewniane drzwi prowadzące do niewielkiego przedpokoju, w którym kilka godzin wcześniej Kristina dokładnie posprzątała. 
-Pomysł Ewy. - odpowiedziała mu Kristina z uśmiechem na twarzy. Stoch lekko spuściła wzrok, nie spodziewała się bowiem, że to na co wpadła kilka dni temu leżąc rano w łóżku, może spotkać się, z taką aprobatą. 
-A czego dotyczy ten pomysł? - zapytał przysiadając na oparciu sofy, na której siedziały obie blondynki.
-Zorganizujemy darmowe badania dla kobiet i mężczyzn, które pomogą nam wykryć ewentualne zmiany nowotworowe. I właśnie ty też musisz nam pomóc. - powiedziała Maya uśmiechając się słodko do swojego niedoszłego szwagra. Thomas uniósł pytająco brwi, które jasno dawały do zrozumienia, że jest ciekaw pomysłu blondynki. 
-W jaki sposób? - spytał, zaplatając swoje dłonie.
-Porozmawiasz z Hoffer'em. - odpowiedziała mu, a ten jedynie przewrócił oczami.
-Tak, dla mnie jak zwykle najgorsza robota. - westchnął. Ewa siedząca nieopodal byłego skoczka narciarskiego jedynie poklepała go po ramieniu. Morgenstern uśmiechnął się do niej, po czym kiwnął z aprobatą głową. Jemu również spodobał się pomysł żony swojego kolegi, więc postanowił zaangażować się w to najmocniej jak tylko potrafisz. 
-Trzeba odetkać zlew na górze w łazience. - rzuciła dodatkowo Kristina, co do reszty już dobiło Morgensterna. 
-Zdecydowanie wracam do skoków. - mruknął i krokiem męczennika skierował się w kierunku drewnianych schodów prowadzących na górę. 

Znalezione obrazy dla zapytania ewa stoch
"Bo możliwość pomocy innym, pozwala nam cieszyć się życiem o wiele mocniej niż robiliśmy to dotąd ."




Vikersund, Norwegia - 17.03.2017 r.


-Dziewczyny chcą zorganizować akcję na finale w Planicy. - powiedział Stefan podnosząc wzrok znad smartphone'a, na który chwilę wcześniej dostał wiadomość od swojej ukochanej. 
-Jaką akcję? - zapytał zaciekawiony jego stwierdzeniem Tande, który razem z nim i kilu innymi skoczkami siedział w dużym pomieszczeniu hotelu, który jak wielka rodzina dzielili na wiele reprezentacji. 
-Chcą, żeby kibice mogli się przebadać i wykluczyć lub potwierdzić swoje obawy związane z nowotworami. - stwierdzenie Stefana zaciekawiło siedzących pod ścianą kilku nieco starszych mężczyzn. Wszyscy jednak podnieśli wzrok, wbijając go w młodego Austriaka. Dobrze znali historię Kristiny i jej choroby, robili wszystko, żeby jej pomóc, wielu z nich czekało nadal na wyniki badań zrobionych zaraz po ostatnim konkursie Turnieju Czterech Skoczni. Chcieli pomóc kobiecie, nie tylko Ci którzy znali ją od wielu lat, ale i Ci, którzy znali jedynie z książki Morgenstern'a czy opowieści starszych kolegów. 
-Świetny pomysł. - rzucił Kamil lekko uśmiechając się w kierunku siedzącego obok niego Ammanna. Stefan słysząc jego słowa i pokiwanie głową z uznaniem. Stoch chyba nie był świadom tego, że na ten pomysł wpadła właśnie jego ukochana.
-A ty z czego się cieszysz? - zapytał siedzący obok niego Michael.
-Z Kamila. - rzucił za niego Żyła, który dotąd wpatrzony był w ekran swojego laptopa.
-Ze mnie? - pytanie zdziwionego Kamila sprawiło, że reszta skoczków zaśmiała się widząc jego minę. Stefan spojrzał na Piotrka, który skierował do niego wymowne spojrzenie. Jego żona, Justyna zdradziła mu pomysł na jaki wpadły razem z Ewą, jednocześnie prosząc go o pomoc i rozmowę z dyrektorem Pucharu Świata. 
-To Twoja Ewa wpadła na ten pomysł. - odpowiedział mu Stefan, wprawiając Kamila w osłupienie. 
-Ewa? - zapytał. 
-Tak. Jest u Kristiny i May'i w Austrii. Thomas dzwonił i żalił się, że go tam wykorzystują a dziś dodatkowo przyjechała żona Piotrka z dziećmi, więc Morgi jest na straconej pozycji. - dodał, klepiąc w ramię Piotra. Żyła zaśmiał się przypominając sobie poranną rozmowę z Thomas'em, który żalił mu się, że został zdegradowany. 
-Uważaj stary. Jak żona Ci już teraz nie mówi wszystkiego, to coś źle to wróży. - rzucił Koudelka, z szerokim uśmiechem na twarzy co nie spotkało się z entuzjazmem samego zainteresowanego. 
   Kamil coś by powiedział i miał zamiar to zrobić, jednak w pokoju pojawiła się jedyna kobieta na pokładzie, Valerie Wagner trzymająca skoczków w ogólnych ryzach bez względu na to z jakiego kraju oni pochodzili. Stanęła w progu pomieszczenia i omiotła wszystkich zgromadzonych w pomieszczeniu swoim markowym spojrzeniem. Cieszyła się również z faktu, że do końca sezonu zostało już tak bardzo mało. 
-Za godzinę jedziecie na skocznie. - oznajmiła, opierając się o framugę drewnianych drzwi. Skoczkowie rzucili jej pełne politowania spojrzenie, co spotkało się z jej niewzruszoną miną. Dobrze wiedziała, że to, co dzieje się w Norwegii jest farsą, ale nie mogła zrobić niczego innego tylko ich o tym powiadomić. 
-Na samą myśl o sterczeniu na wieży tej skoczni i telepaniu przez wiatr, mam ochotę wyskoczyć przez to okno. - bąknął Schlierenzauer czym wprawił w rozbawienie wszystkich, nawet samą Valerie. Podzielała ich opinię na temat norweskiego cyklu, ale rodzinna atmosfera, jaka wtedy panowała wśród nich, wszystko odkupywała. 
-Za godzinę w holu. - powiedziała uśmiechając się do skoczków lekko, po czym zniknęła na korytarzu i skierowała się do swojego pokoju, znajdującego się na samym końcu korytarza drugiego piętra hotelu wynajętego przez skoczków narciarskich. Lubili Austriaczkę, która zawsze oferowała im swoją pomoc i nigdy nie odprawiła ich z kwitkiem. Jednak widząc, gdy czasami wieczorami smutna siedziała na parapecie okna swoich pokoi hotelowych, mieli jakieś obawy związane z jej osobą. Wydawała im się stosunkowo zamknięta, będąca osobą z problemami, których oni osobiście się bali. 
-A widzieliście gdzieś Manuela? - ich rozmyślenia przerwała Valerie pojawiając się w pokoju kolejny raz. Każdy z nich pokiwał jej z dezaprobatą głową. Oni sami zastanawiali się, gdzie zniknął ich kolega. 
-Chyba się pod ziemię zapadł. - westchnęła i kolejny raz zniknęła w korytarzu, zastanawiając się, gdzie podział się Fettner. 


Znalezione obrazy dla zapytania stefan kraft piotr żyła
"Czasami istotne rzeczy są irracjonalne dla tych, którzy się nam przyglądają. Najważniejsza jest bowiem przyjaźń mimo wszystko."

♦♦♦
słówko ode mnie :

      Dziś więcej Kristiny, Thomasa i zdecydowanie mniej, albo brak reszty bohaterów. 
     Obiecuję, że się poprawię i w następnym rozdziale będzie działo się zdecydowanie więcej. 


Dziękuję za komentarze, które jeszcze dają mi motywację do ciągnięcia tego opowiadania. Pamiętajcie, że liczy się każda opinia i daje ona wiele motywacji.

       Szkoda, że sezon skoków dobiega końca, pamiętajcie żeby trzymać kciuki za naszych, ale i resztę. Bo skoki narciarskie to jedyny sport, w którym jako taka rywalizacja praktycznie nie istnieje. Każdy z każdym rozmawia, śmieje się i cieszy sukcesem swojego rywala. Jest z nim w porażkach. I to jest piękne. 
Pamiętajcie również w niedzielę wieczorem trzymać kciuki za orły Nawałki!

Pozdrawiam gorąco. 

(Nie jestem pewna czy kolejny rozdział pojawi się za tydzień. Nie byłybyście złe, gdyby rozdziały pojawiały się co drugi tydzień i mogły być zdecydowanie bardziej dopracowane?)






piątek, 17 marca 2017

Wygrana trzynasta ~ "Kto mówi, że nie jesteśmy idealni? Ideały nie zawsze zachowują się idealnie."


"Kto mówi, że nie jesteśmy idealni? Ideały nie zawsze zachowują się idealnie."



Oslo, Norwegia. ~ 10.03.2017 r.

     Filiżanka z czarną, aromatyczną i w dodatku gorącą kawą stała na jasnym spodku. Unosząca się znad niej para wodna unosiła zapach po całej kawiarni. Nie można było powiedzieć, że pomieszczenie było wypełnione klientami, bo tak niestety nie było. Na samym końcu pomieszczenia, pod samą ścianą siedział wysoki, ciemny blondyn ubrany w ciemne spodnie i jasną bluzę. Rozglądał się po pomieszczeniu, jednocześnie zerkając na wyświetlacz swojego telefonu i sprawdzając na nim godzinę. Nie wiedział, czy dobrze zrobił, wiedział jednak, że inaczej nie można. Jego siostra i Severin musieli w końcu znaleźć siebie i w końcu porozmawiać. Widział, że uczucie, które między nimi jest, nie jest tylko zauroczeniem. Był pewien, że jeśli on nie zawalczy o ich miłość, oni będą tego żałować. 
-Widzę, że nie zmieniłeś swoich nawyków. Jak nie Red Bull'e to mocna kawa. - głos, który cicho rozbrzmiał nad jego uchem, a on wychwycił w nim nutkę zło wrogości. 
-I po co, ta wrogość? - zapytał, wskazując jej na drewniane krzesło stojące przy drewnianym, okrągłym stoliku. Uśmiechnęła się do niego zimno, siadając na wskazanym przez niego miejscu. Po krótkiej chwili obok ich stolika pojawił się kelner, przynosząc jej szklankę wody, o którą poprosiła, gdy wchodziła do kawiarni. 
-Chciałeś się spotkać, więc jestem...o co chodzi? - spytała prosto z mostu, zupełnie w inny sposób niż miała w zwyczaju. 
-Zawsze lubiłaś grę wstępną,a nie szybkie przechodzenie do sedna sprawy. - odpowiedział jej z lekkim uśmiechem na twarzy. Blondynka tego nie podzieliła. Zdążyła już o nim zapomnieć, poukładać swoje życie na nowo, a on jednym telefonem i prośbą o spotkanie zrujnował cały, nowy i zupełnie jej wszechświat. 
-Celem tego spotkania jest obrażenie mnie? - rzuciła, opierając łokcie na stoliku i wbijając w niego przeszywające spojrzenie. Uodporniła się na jego grę, którą nieświadomie prowadził, z każdą kobietą. Nie był już tym samym Schlierenzauer'em, którego opisywano w brukowcach i na stronach internetowych. Samotność zaczęła go zmieniać, a duma i honor nie dawały mu się do tego przyznać. Bał się, że Sophie Freund go wyśmieje. 
-Nie. Severin i Gloria. - odpowiedział pewnie opierając dłonie na blacie okrągłego stolika. 
-Rozmawiałam zarówno z moim bratem, jak i Twoją siostrą. Zachowują się jak dzieci i nic do nich nie dociera. - powiedziała uporczywie nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego. Chciała spróbować siebie samą. Chciała wiedzieć, jak silnie potrafi walczyć jej rozum, tocząc bitwę ze zdradzieckim sercem.
-Musimy coś z tym zrobić. - stwierdził, na krótką chwilę spuszczając wzrok. 
-Ty, chcesz komuś pomagać? - zapytała z drwiną w głosie. Wyraz jego twarzy nie mówił nic, ale słowa, które wypowiedziała bardzo go zabolały. Nigdy nie sądził, że blondynka ma o nim, aż tak złe zdanie. Wiedział bowiem, że zranił ją, zrywając z nią kontakt i traktując jedynie jak odskocznie. Żałował tego.
-Nie wybaczysz mi? - zapytał z nadzieją, że może ma jeszcze jakąś szansę na to, żeby odzyskać to co stracił. Sophie była wyjątkowa, a on zachował się jak ostatni dupek. Chciał zapomnieć o Sandrze, znajdując w jej ramionach pocieszenie. Spędził z nią wiele upojnych nocy, w których poza składaniem pocałunków, składał puste obietnice, które w rezultacie nie znaczyły dla niego nic. Ona poczuła się jedynie jak dziewczyna na otarcie łez. 
-Ty chyba sobie ze mnie kpisz? Byłam tylko lekiem na ból i pustkę jaką zostawiła po sobie Sandra. Tych kilka nocy, potajemnych schadzek i wyjazdów na kilka dni. Może byłam głupia i jestem nadal, ale powiem Ci prosto z mostu, tak bez gry wstępnej. Zakochałam się w Tobie, a ty tak po prostu zerwałeś ze mną kontakt. Sądzisz, że mogę Ci wybaczyć to, że złamałeś moje serce? - przełknął ślinę, słysząc jej słowa. Nie sądził, że dziewczyna potrafiła zobaczyć w nim coś innego niż drania i pewnego siebie narcyza, którego widzieli w nim inni. Nawet Sandra do końca, nie wiedziała kim on tak na prawdę jest. Dopiero Sophie udało się zobaczyć w nim kogoś innego, niż wszystkim on wydawał się być. A on, zachował się jak największa szuja, z dnia na dzień zrywając z nią kontakt. Potraktował ją jak dziewczynę jedynie na kilka nocy. 
-Ja nie wiedziałem, że ..., nie sądziłem, że ty... - chciał powiedzieć, chciał się wytłumaczyć, ale nie potrafił złożyć w swojej głowie sensownego zdania, które miałoby określić jego uczucia, które pozwoliłoby wypowiedzieć się jego sercu, które chciało dojść do słowa. 
-To teraz wiesz, z resztą już się wyleczyłam. A co do Severina i Glorii zgadzam się z Tobą. Odezwę się jak będę już w Niemczech. - odpowiedziała mu obojętnym tonem głosu. Choć nie było jej łatwo, udało się. 
-Sophie. - położył swoją dłoń na jej dłoni. Zauważyła w jego oczach, to co ją w nim rozkochało. 
-Powodzenia Gregor. - powiedziała, patrząc wprost w jego smutne oczy. Wyswobodziła swoją dłoń z jego uścisku i z bolącym sercem,podniosła się  i wyszła z kawiarni uprzednio zabierając z wieszaka swoją garderobę. On jedynie uderzył pięścią w blat stołu. 
-Wszystko spieprzyłem. - powiedział sam do siebie. 
   Gdy wyszła z kawiarni uderzyło ją mroźne, norweskie powietrze. Przymknęła powieki, spod których wypłynęły dwie łzy. Zeszła ze schodków, zatrzymując się na krótką chwilę i odwracając spojrzenie zatrzymała je na chwilę na osobie Schlierenzauer'a. Przez tych pięć miesięcy, które minęły od zakończenia ich "romansu", próbowała się podnieść i wyleczyć się z uczucia, które w nią trafiło. 
-Z Ciebie nie da się tak łatwo wyleczyć. - westchnęła, ocierając policzek. Nie wiedziała jednak, że ktoś bardzo uważnie obserwował jej spotkanie ze Schlierenzauerem. 
    Gdy blondynka zniknęła w wąskiej uliczce w stolicy Norwegii,  zza drzewa wyłonił się Severin Freund. Czuł, że coś jest nie tak. Jej wyjazdy, dziwne uśmiechy, telefony, za hasłowane foldery w laptopie. Nie sądził jednak, że za wszystkim kryje się Gregor, którego uważał za swojego przyjaciela. Bez namysłu skierował swoje kroki do kawiarni, w której nadal przebywał, chciał dowiedzieć się, czy jego domysły mają jakiekolwiek pokrycie. 
-Co jest między wami? - zapytał, stając przy krześle, na którym siedziała jego młodsza siostra. Oparł na drewnianym oparciu swoje dłonie i uważnie przyglądał się Schlierenzauer'owi.
-Severin, co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony widokiem skoczka. 
-Miałeś romans z moją siostrą i niczego mi nie powiedziałeś. - rzucił z żalem, który można było wyczuć w jego głosie. Sądził, że Gregor był jego przyjacielem i mówili sobie wszystko. Czyżby się pomylił? A Sophie? Zawsze uważał, że jest dobrym bratem i dziewczyna docenia to co ten dla niej robi. Oboje go zawiedli, ukrywając ich związek przed nim. 
-Przy niej brak Sandry nie bolał. - powiedział cicho, spuszczając głowę, tak ażeby nie widzieć pełnego wyrzutu spojrzenia Freund'a. Wiedział, że go zawiódł. 
-Nie kochasz, Sophie?- zapytał zaciekawiony Severin.
-Bez niej nie jest tak łatwo. - dodał po chwili głuchego milczenia. 
-Walcz o nią. - zaskoczył go wypowiadając te słowa. Schlierenzauer spodziewał się zupełnie czegoś innego. Spodziewał się tego, że Niemiec zbluzga go i nazwymyśla. Stało się zupełnie inaczej. 
-Zachowałem się jak dupek, nie mam u niej szans. - odpowiedział mu, wpatrując się w twarz Severin'a. 
-Znam Sophie i wiem, że jest zupełnie inaczej niż mówi. - słowa Niemca sprawiły, że Austriak dostał dodatkowego kopa od życia. Chciał walczyć o Sophie. Wiedział, że musi walczyć o miłość swojego życia. Dopiero teraz zaczęło docierać do niego, że Sophie nie była zwykłą dziewczyną, której pasował ten układ, który jemu pomógł podnieść się po rozstaniu z Sandrą, która była obok niego przez wiele długich lat. Od czasu, w którym zakończył ich romans, zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że siostra Freund'a nie była tylko odskocznią od codzienności. Była częścią jego życia.
-Zaryzykuj. - dodał klepiąc Gregora po ramieniu.
-A ty zawalcz o Glorię. - powiedział Gregor wzdychając. 
-Zawalczę. - zadeklarował, siadając na krześle i posyłając mu dodający otuchy uśmiech. 


"Chciałbym naprawić wszystko, to co zniszczyłem. Będę o Ciebie walczył i na pewno łatwo nie odpuszczę."

"Nie wiem dlaczego mnie zostawiłaś. Nie wiem, co zrobiłem źle. Chcę Cię odzyskać."


*

-Też chciałabym, żeby ktoś robił mi takie niespodzianki, jaką ty zrobiłaś Stefan'owi. - słowa Rose sprawiły, że na twarzy May'i pojawił się lekki uśmiech i rozmarzenie w oczach. Wiedziała, że Stefan'owi bardzo zależało na tym, żeby znalazła się na trybunach podczas konkursów w Oslo. Niesiony złotymi, indywidualnymi medalami Mistrzostw Świata był głównym kandydatem do wygrania norweskich konkursów i pojedynku z Kamilem Stochem o Kryształową Kulę. W takim momencie, chciała być właśnie blisko niego. Od momentu, w którym zaczęli spotykać się na innych stosunkach, niż przyjaźń, wszystko w jej życiu zaczęło się układać. Ona sama zauważyła, że również on od tamtego momentu się zmienił.     
-Jeszcze nie zrobiłam, bo on jeszcze nie wie, że tu jestem. - odpowiedziała z uśmiechem podnosząc się z hotelowego łóżka, na którym leżała od dobrych, kilkunastu minut. 
-Mimo to, mu zazdroszczę. - powiedziała, podkulając nogi siedząc na fotelu stojącym pod oknem. Maya uśmiechnęła się do niej lekko, patrząc na nią przymrużonymi oczami. Bardzo ją polubiła i wiedziała, że ich drogi już nigdy się nie rozłączą. Dużo je łączyło, mało rzeczy dzieliło. Miały podobne zainteresowania. I co ważne, obie dużo przeszły w życiu. Chyba właśnie dlatego znalazły ze sobą wspólny język, i połączyła je nić przyjaźni. 
-Tobie też zazdroszczę. - dodała po krótkiej chwili, patrząc w okno, za którym rozpościerał się piękny widok na stolicę Norwegii, Oslo. 
-Czego? - zapytała zdecydowanie zaciekawiona stwierdzeniem szatynki. 
-Stefana. - odpowiedziała, a Maya zmarszczyła brwi. -Tego, że Cię tak bardzo kocha. - dodała po chwili. Maya podniosła się z łóżka i podeszła do szatynki siedzącej na fotelu, w której oczach zaszkliły się łzy. Blondynka nie wiedziała, że Rose wewnątrz cierpi z braku osoby, która mogłaby dać jej miłość, której do pełni szczęścia brakuje młodej dziewczynie. 
-Ej, Rose jesteś super dziewczyną i na pewno znajdziesz kogoś, kto Cię pokocha. - powiedziała, po czym przytuliła dziewczynę do siebie. Coś sprawiło, że postanowiła, że zrobi wszystko, żeby Mercado znalazła tego jedynego, który pozwoli jej być szczęśliwą. 
-To co, idziemy na skocznię? - zapytała z uśmiechem na twarzy, lekko zamykając jej dłoń w swojej dłoni. Ufała szatynce, jak nigdy wcześniej żadnej innej kobiecie, oczywiście poza swoją starszą siostrą i siostrami Morgenstern'a. Rose wydała jej się bardzo pozytywną osobą, czego dowodem była ich relacja. Przyjaźń, którą mogły się pochwalić.
-Idziemy. - powiedziała podnosząc się z fotela i ocierając policzek z łez, które chwilę wcześniej spłynęły na jej policzek. Cieszyła się, że miała kogoś takiego jak Maya, kogoś komu mogła w stu procentach zaufać. 

Podobny obraz
"Nie jesteśmy pięknymi księżniczkami. Jesteśmy po prostu piękne same sobą."
*

          Stefan i Michael siedzieli na jednej z drewnianych ławek znajdujących się w wiosce skoczków narciarskich, gdzie przyjaciele rozkoszowali się pięknymi promieniami jasnego, wczesnowiosennego słońca, które przedzierało się przez jasne chmury, kłębiące się na niebieskim niebie. Obaj mężczyźni z uśmiechami na ustach i z zamkniętymi oczami słuchali playlisty, która znajdowała się w laptopie tego drugiego. Mentalnie próbowali przygotować się do nadchodzącego wielkimi krokami Raw Air. Mając również gdzieś z tyłu głowy świadomość, że może to być dla nich najlepsze przypieczętowanie udanego sezonu w Pucharze Świata. 
-Kto ma czelność zasłaniać mi to mocodajne słońce? - zapytał Stefan, w momencie, w którym cień padł na jego twarz, która dotąd poddawana była przez niego zabiegom słonecznym. 
-Rose, czy ty słyszałaś co Stefan powiedział? - słysząc głos należący do May'i, Stefan otworzył oczy w trybie natychmiastowym, po czym z wrażenia spadł z ławki na której dotąd siedział. Rozśmieszył tym samym kilku skoczków, którzy widząc sytuację zatrzymali się nieopodal nich. Nie dowierzał temu co widzi i temu co słyszy. Był przekonany, że Maya wraz z Kristiną i Thomasem spędza ten weekend u swoich dziadków. 
-Stary robisz wiochę. - rzucił Michael z uśmiechem na twarzy przyglądając się zdziwionemu Kraft'owi, który z wrażenia nie mógł dojść do siebie. Nie spodziewał się takiej niespodzianki. Nie sądził, że Maya mogłaby do niego przyjechać i wspierać go tu w Norwegii, a nie jak dotąd przed telewizorem. 
-Co ty tu robisz? - zapytał, gdy podniósł się z zimnego śniegu i stanął kilka metrów od swojej ukochanej. Maya rzuciła Rose rozbawione spojrzenie, na co młoda Hiszpanka jedynie pokiwała jej zabawnie głową. 
-Przyjechałam kibicować najlepszemu skoczkowi na świecie... - słysząc słowa May'i Stefan uśmiechnął się szeroko i wypiął dumnie pierś, nie będąc świadomym tego, co knuła jego druga połówka. -To gdzie jest Wellinger? - Michael wybuchł śmiechem słysząc pytanie May'i. Uśmiech natomiast zniknął z twarzy Kraft'a, gdy usłyszał słowa blondynki. Takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Czyżby Maya próbowała wyprowadzić go z równowagi?
-Grabisz sobie. - zauważył, podchodząc do niej bliżej. Zmarszczył brwi, zmieniając wyraz swojej twarzy. 
-Nie sądzę. - odpowiedziała uśmiechając się do niego szeroko i słodko. Lubiła grać z nim w grę, której on nie pochwalał. 
-Grabisz, grabisz. - rzucił chwytając jej dłonie i zamykając je w swoich.
-Myślałam, że ucieszysz się z niespodzianki. - powiedziała nieco ciszej, spuszczając głowę. Stefan uśmiechnął się do niej, po czym pocałował w czubek głowy. Kochał ją i cieszył się z tego, że przyjechała tak wiele kilometrów, żeby być blisko niego. Ten gest znaczył dla niego bardzo, bardzo dużo. Dała mu do zrozumienia, że ich związek to nie jest jedynie, coś na krótką chwilę. Dała mu tym samym nadzieję na to, że będą ze sobą jak najdłużej, do samego końca. 
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. - odpowiedział, przytulając blondynkę do siebie najmocniej jak tylko potrafił. Nie chciał jej stracić, nie chciał wypuścić jej ze swoich rąk. Była bowiem wszystkim czego ten potrzebował. 
-Kocham Cię. - powiedziała przejeżdżając dłonią po jego policzku. Uśmiechnął się do niej. Był szczęśliwy, co zauważyła nie tylko ona. Kilku skoczków, z innych reprezentacji, którzy właśnie przechodzili tamtędy zobaczyli w nim coś wyjątkowego. Czuli, że miłość, którą znalazł zrobi go o wiele silniejszym. Kamil Stoch i Piotr Żyła uśmiechnęli się lekko na widok zakochanych. 
      Rose z delikatnym uśmiechem na twarzy przyglądała się May'i i Stefanowi stojącym nieopodal niej. Zazdrościła im uczucia, które się między nimi zrodziło. Ona też chciała spotkać na swojej drodze kogoś takiego jak ciemnowłosy skoczek. Sympatycznego, miłego, opiekuńczego, kochanego, skromnego i pełnego uczuć. 
-Coś się stało, Rose? - zapytał, nieco zaniepokojony dziwnym zachowaniem szatynki. Na krótką chwilę spuściła głowę, żeby otrzeć policzek, na którym znalazła się pojedyncza łza. 
-Nic się nie stało. - odpowiedziała mu, uśmiechając się lekko do blondyna. 
-Przecież widzę. Mnie nie oszukasz, Rose. - jego wzrok dawał jej jasno do zrozumienia, że Hayböck nie odpuści. 
-Zazdroszczę im, tego że się mają. - odpowiedziała patrząc wprost w oczy Michaela. 
-Ja też im tego zazdroszczę. - powiedział uśmiechając się do niej lekko. Sam nie wiedział dlaczego, ale przejechał dłonią po jej zimnym policzku, sprawiając, że miejsce, w którym znajdowała się jego dłoń, stało się czerwone a po jej ciele przeszedł dziwny dreszcz.

"Przyjaźń to to, co nas łączy. Wspólne pasje, życiowe perturbacje i miłość, którą ja znalazłem, a ty jej nadal szukasz."
♦♦♦

słówko ode mnie:

      Zastanawiam się, czy dobrze robię kreując romans siostry Severina i Gregora. Boję się, że nie udźwignę tego. Ale zaryzykuje, bo ryzyko dodaje życiu tego smaczku. Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to na mnie i będziecie Gregorowi kibicować. 
      
      Chcę wam serdecznie podziękować za to, że jesteście ze mną i zostawiacie swoje komentarze. 
Zerknijcie do zakładki bohaterów, gdzie kilku skoczków przybyło. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować swój plan, który pojawił się w mojej głowie.

Ps. Za błędy przepraszam.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego tygodnia.
Buziaczki.
Evie.

piątek, 10 marca 2017

Wygrana dwunasta - "Po prostu płyń, poczuj ten nurt."

"Po prostu płyń, poczuj ten nurt."




   Spittal an der Drau, Austria - 06.03.2017 r.  

-Chyba znalazłaś szczęście? - pytanie Kristiny sprawiło, że Maya oderwała wzrok od wyświetlacza swojego telefonu, na którym znajdowały się zdjęcia zrobione przez Schlierenzauer'a przed konkursem drużynowym na Mistrzostwach Świata w fińskim Lahti. Uniosła wzrok znad ekranu telefonu wbijając go w swoją starszą siostrę. Uśmiechnęła się do niej w charakterystyczny dla siebie sposób. Zawsze przybierała taki wyraz twarzy, gdy była szczęśliwa. I choć ze Stefan byli parą nieco ponad miesiąc, nie potrafili usnąć, bez rozmowy telefonicznej z tym drugim. Cieszyła się, że jej rodzice i siostra nie mieli nic przeciwko temu związkowi. 
-Dużo mnie z nim łączy. - odpowiedziała wywołując uśmiech na twarzy swojej siostry. Kristina od pewnego czasu nieco częściej się uśmiechała, była pogodna i już praktycznie wcale nie płakała. Maya dziękowała w duchu Thomas'owi, który tak bardzo wpłynął na jej siostrę. Sprawił, że oczekiwanie na dawcę szpiku nie było dla niej, aż tak mordercze. 
-Mam nadzieję, że los będzie grał z wami do jednej bramki. - obie zaśmiały się komentując słowa starszej z sióstr. 
-Ja też. - dodała Maya kładąc głowę na kolanach swojej siostry. Lekarka pocałowała młodą instruktorkę w czoło i głośno nabrała powietrza. Cieszyła się, że chociaż jej siostrze w życiu się układa. Ona do pewnego momentu miała życie podobne do bajki, później wszystko się skomplikowało, a ona nie tego chciała. 
-Coś się stało? - zapytał Thomas stając razem ze Stefanem na najniższym z drewnianych schodków, prowadzącym na piętro domu. Obaj mężczyźni bawili się od kilku godzin z córką Thomasa i Kristiny, ostatecznie usypiając małą dziewczynkę. Blondynki spojrzały w ich kierunku posyłając im delikatne uśmiechy. Morgenstern rzucił Kraftowi porozumiewawcze spojrzenie, jednak ten jedynie wzruszył ramionami. Kobiety mają swoje sprawy i zachowania, których mężczyźni nie powinni nawet próbować zrozumieć. 
-Robimy kolację? - po chwili starsza z sióstr Cerncic rzuciła pytanie w kierunku pozostałych. Lekko klepnęła siostrę w brzuchu, sprawiając, że ta podniosła się do pozycji siedzącej. Kristina podniosła się z kanapy zarzucając na ramiona wełniany, rozpinany sweter. 
-Może nasz Mistrz zostanie na noc? - uśmiechnęła się do Stefana zadając mu to pytanie. Brunet zmarszczył brwi kierując swój wzrok najpierw na Thomasa, później na Mayę. Nie spodziewał się takiego pytania ze strony pani doktor. 
-Mój Mistrz zostanie na noc, a ja pomogę Ci w przygotowaniu kolacji. - odpowiedziała Maya uśmiechając się do swojej starszej siostry. Kristina lekko kiwnęła głową wchodząc po chwili do kuchni. Maya musnęła usta Stefana, w momencie, w którym go mijała. Poklepała go po ramieniu i idąc w ślady siostry zniknęła w kuchni, pozostawiając mężczyzn w korytarzu. 
-No Mistrzu w końcu oblejemy Twój sukces. - powiedział Thomas klepiąc Stefana w ramię. Kraft przewrócił oczami zeskakując ze schodów i kierując się za Morgenstern'em w głąb salonu domu rodziny Cerncic. 
      Maya wraz z Kristiną kroiły kolejne warzywa, wrzucając je do jasnej miski stojącej na ciemnym blacie, między obiema kobietami. Lekarka ukradkiem obserwowała swoją siostrę uśmiechając się nieznacznie pod nosem. Poczucie jej szczęścia sprawiało, że zapominała o chorobie, która zawładnęła jej ciałem. Choć na chwilę mogła odetchnąć, co w jej przypadku było najważniejszym ze wszystkiego. Wolny od obaw umysł pomagał jej żyć.
-Mam pytanie i z góry mówię, że nie musisz na nie odpowiadać. - słowa May'i zaciekawiły Kristinę. Dwudziestoośmioletnia blondynka oderwała się od krojenia warzyw i skierowała swój ciekawy wzrok na swoją młodszą siostrę. Instruktorka narciarstwa wzięła głęboki oddech, odszukując w sobie odwagi do zadania pytania błądzącego w jej głowie. 
-Dlaczego nie spróbujesz dać drugiej szansy sobie i Thomas'owi? - pytanie May'i sprawiło, że Kristina, na krótką chwilę zamarła. Nie takiego pytania oczekiwała usłyszeć. Jej relacje z Morgenstern'em, owszem nie były łatwe, ale wracały na przyjacielskie tory. Miała go obok siebie, w momentach, w których go potrzebowała. I choć w niej samej odbudowywały się z gruzów pewne uczucia względem niego, kobieta nie potrafiła się do tego przyznać. Łatwiej było jej udawać, że nadal nie jest w stanie spojrzeć na niego tak, jak robiła to jeszcze jakiś czas temu. Jego zdrada ją zabolała, jednak już dawno się z nią pogodziła i wybaczyła zarówno jemu, jak i Silvii. 
-Bo się boję. - odpowiedziała, a w kącikach jej oczu zabłysnęły łzy. Thomas, który skierował się do kuchni po dwa kufle, zatrzymał się w pół kroku, przywierając plecami do ściany. Nie lubił podsłuchiwać, jednak czuł, że ta rozmowa może mieć dla niego spore znaczenie. 
-Czego się boisz? - zapytała niepewnie jej młodsza siostra. Pani doktor odłożyła nóż na kuchenny blat i przetarła dłonią twarz. Chciała powierzyć komuś swoje obawy, oczekiwania, marzenia jednak nie wiedziała, czy powinna to zrobić. Jednak gdzieś z tyłu głowy miała na względzie szczęście jej córki, dla której dobrze byłoby wychowywać się w pełnej rodzinie. I choć Thomas mieszkał jedynie posesję dalej, dziewczynka nie mogła mówić o szczęśliwej rodzinie, którą oni niestety nie byli. 
-Tego, że drugi raz spotka mnie to samo. Że znów mu zaufam, zakocham się w nim a on po raz kolejny zrani moje serce. - Maya kątem oka zauważyła Morgenstern'a, którego odbicie widniało w lustrze wiszącym na korytarzu. Miała nadzieję, że Thomas w końcu zacznie naprawiać błędy, które popełnił. Kibicowała związkowi jej siostry, który nieco po urodzeniu jej siostrzenicy rozpadł się. Morgenstern był dla niej jak ojciec i nie chciała, żeby miejsce u boku jej siostry miał ktoś zupełnie inny. Mimo wszystko, co między nimi było wierzyła, że znów coś ich do siebie zbliży i tym samym sprawi, że znów będą razem. Przytuliła siostrę do siebie, mając nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży. 
    Thomas natomiast przygryzł nieco wargę, uważnie analizując słowa, które padły z ust jego byłej partnerki. Od czasu, w których dowiedział się o plotkach krążących na ich temat, coś w nim zaczęło pękać, a choroba na którą zachorowała kobieta sprawiła, że spojrzał na nią na nowo. Zupełnie tak jak wtedy, gdy miała siedemnaście lat. Zobaczył w niej kobietę, która potrzebuje pomocnej dłoni i ramion, które podniosą ją i będę jak skrzydła anioła. Każdego kolejnego dnia zakochiwał się w niej na nowo, odnajdując w sobie pokłady żaru, który mógłby kolejny raz stać się ogniem w jego sercu. Jedyną przeszkodą dla byłego skoczka był upór kobiety, z którą łączyło go bardzo, bardzo dużo. 
   
"Uświadamiasz mi, jak bardzo Cię zraniłem. Czy płomień w twoim sercu już na prawdę zgasł?"

*

       Po kolacji, którą Maya przygotowała razem ze swoją siostrą i krótką relacją Stefana z Mistrzostw Świata tak bardzo dla niego udanych, skoczek narciarski i młodsza z sióstr Cerncic siedzieli w jej pokoju na piętrze. Blondynka wtulona w swojego ukochanego siedziała oparta o ścianę wpatrując się w zdjęcia, oprawione w drewniane ramki i postawione na ciemnej komodzie. Stefan natomiast z brodą usytuowaną na czubku głowy dziewczyny pogrążył się we własnych myślach. Cieszył się, że ma ją przy sobie, jednak trwający sezon sprawił, że mimo wszystko nie zdążył się jeszcze nacieszyć swoją dziewczyną. Jednakże wszystkie telefoniczne rozmowy, wymienione wiadomości sprawiły, że podczas konkursów Mistrzostw zawładnęła nim tajemnicza siła ciągnąca go do zwycięstwa. Wpisał się do historii, wygrywając wszystko. 
-Jesteś ze mnie dumna? - spytał w pewnym momencie. Odwróciła głowę, marszcząc brwi i wbijając w niego swój zaciekawiony wzrok. Nie rozumiała pytania, które skierował w jej kierunku. Od powrotu z Mistrzostw Świata był jakiś dziwny, zachowywał się nieco inaczej niż w momencie, w którym wyjechał do Finlandii. Miała wrażenie, że coś go odmieniło.
-Stefan jesteś jakiś dziwny. - zauważyła poprawiając jego ciemną grzywkę, opadającą na czoło. Lekko uśmiechnął się do niej, całując ją w czubek jej głowy. Miał nadzieję, że nigdy jej nie straci. Była przy nim, gdy jej potrzebował. Bał się jednak, że pewnego dnia i ona od niego odejdzie.
-Chcę po prostu wiedzieć, czy nie zostawisz mnie tak, jak zrobiła to Maria. - jego stwierdzenie sprawiło, że blondynka osłupiała. Nie sądziła, że tak świetny skoczek jest w stanie zaprzątać sobie głowę i myśli takimi sprawami. Tym samym jednak utwierdził ją w przekonaniu, że jest bardzo wrażliwym człowiekiem. 
-Jesteś świetnym facetem, wręcz skarbem. Nie potrafiłabym Cię zostawić. - powiedziała, po czym musnęła jego wargi swoimi. Odwzajemnił pocałunek, odnajdując w jej ustach schronienie i zapomnienie. Gdy rozłączyli swoje usta, uśmiechnął się do niej i oparł swoje czoło o jej czoło. Odwzajemniła jego uśmiech, zamykając mocniej ich dłonie. 
-Kocham Cię. - wyszeptał.
-Ja Ciebie też. - odpowiedziała szeptem ze zmysłowym uśmiechem na swojej twarzy. Zaśmiał się i po chwili już dziewczyna ze śmiechem próbowała wydostać się z pod skoczka, który miał zamiar załaskotać ją na śmierć. 
       Kristina podniosła wzrok znad czytanej książki słysząc ciche śmiechy dochodzące z pokoju należącego do May'i. Uśmiechnęła się pod nosem. Cieszyła się szczęściem zarówno swojej siostry, jak i skoczka narciarskiego, którego tak bardzo ceniła i lubiła. Miała nadzieję, że będą szczęśliwi i razem do końca, a ona doczeka się siostrzeńców. 
-Będę już szedł, późno się zrobiło. - skierowała wzrok na próg drzwi prowadzących do jej sypialni. Thomas ubrany w przejściową kurtkę i ciemne tenisówki stał gotów do wyjścia. Rozmowa z siostrą, zasiała w niej nieco wątpliwości. Czy powinna trzymać go na dystans, skoro tak bardzo potrzebowała jego wsparcia? 
-Odprowadzę Cię. - powiedziała odkładając książkę na mały drewniany stolik. Swoją propozycją zaskoczyła Morgenstern'a. Z oparcia fotela zdjęła swój ulubiony sweter i gasząc stojącą obok sofy lampkę wyszła z pokoju, opuszczając piętro ramię w ramię z byłym skoczkiem. 
-Nie zimno Ci? - zapytał, gdy szli kostką brukową wzdłuż ulicy, przy której oboje mieszkali. 
-Nie. - odpowiedziała uśmiechając się do niego delikatnie. Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy z tego, że są uważnie obserwowani zarówno przez Mayę i Stefan'a oraz rodziców Thomas'a. Wszyscy po cichu im kibicowali, tylko oni sami nie potrafili się do tego przyznać. 
-Przyjdź jutro na obiad. - powiedziała, gdy stali przed czarną furtką prowadzącą na posesję domu Morgenstern'ów. Uśmiechnęła się do niego promiennie. 
-Przyjdę. - odpowiedział. Choć nie była pewna, to musnęła jego policzek swoimi ustami. Odruchowo objął ją w pasie, zamykając w swoim uścisku. Spojrzała w jego oczy, w których widać było odbijający się księżyc. Jego wzrok wylądował na jej oczach. Zawsze szukał w nich odpowiedzi na nurtujące go pytania. Pod naporem jego wzroku, nie mogła zbyt długo wytrzymać. Wiedziała, że ulegnie uczuciom, które biły się i chciały wygrać z jej silną wolą. 
-Zmarzłam trochę. - powiedziała niepewnie uśmiechając się do Morgenstern'a. 
-Dobranoc. - wyszeptał patrząc w jej oczy niczym zahipnotyzowany. 
-Dobrej noc. - odpowiedziała mu, przejeżdżając ciepłą dłonią, po jego zimnym od wiatru policzku. 

"Obiecaj mi, że mnie nie zostawisz, tak jak ona. Obiecaj, że będziesz zawsze obok mnie." 





Innsbruck, Austria - 07.03.2017 r.


      
         Elizabeth Hayböck z piskiem opon zaparkowała swój terenowy samochód na jedynym, wolnym miejscu parkingowym pod komisariatem miejskiej policji. Zdenerwowana spojrzała na zegarek, przeklinając w myślach swoją nieodpowiedzialność. Gdyby wyjechała pół godziny wcześniej z Linz, w Innsbrucku byłaby nieco wcześniej, a nie jedynie pięć minut przed wyznaczoną godziną spotkania z komendantem. Zgasiła silnik, wyciągając kluczyk ze stacyjki. Otworzyła drzwi, chwyciła dwie, kolorowe teczki oraz torbę, w której znajdowały się wszystkie potrzebne jej rzeczy. Dziękowała swojemu bratankowi za to, że poprosił Rose o to, aby ta zajęła się jeszcze kilka dni jego babcią, a jej matką. Wiedziała, że wracając po pięciu latach do Austrii, będzie musiała w niej zacząć wszystko od początku. Na razie nie było to łatwe, jednak mimo wszystko się nie poddawała, mając nadzieję, że jak najszybciej uda jej się zaaklimatyzować w kraju, w którym się wychowała i stawiała swoje pierwsze kroki w policyjnym świecie. Wiele osób jej pomagało, a to było dla niej najważniejsze. 
    Głośno zamknęła drzwi swojego czarnego samochodu, przycisnęła przycisk na pilocie i biegiem skierowała się do drewnianych drzwi prowadzących wewnątrz komendy w policji w samym centrum malowniczego Innsbruck'a. Nabrała głośno powietrza stając w małym korytarzu prowadzącym do gabinetu komendanta i biurek innych, podległych mu policjantów. Rozejrzała się dokładnie po pomieszczeniu szukając kogoś kto mógłby jej pomóc. Niestety poza dwoma mężczyznami zamkniętymi w oszklonym gabinecie na komisariacie policji nie było praktycznie nikogo. Starszy z mężczyzn, nie dość wysoki i lekko siwawy, rozmawiający dotąd z siedzącym na krześle mężczyzną dostrzegł kobietę i odruchowo poprawił marynarkę swojego munduru. Uśmiechnął się w jej kierunku, po czym stawiając kilka, długich kroków znalazł się przed drzwiami, naciskając na klamkę i otwierając wrota swojego gabinetu przed doświadczoną policjantką, która niedawno wróciła do Austrii po wielu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych. 
-Pani komisarz? - zapytał z uśmiechem na swoich ustach. Pokiwała mu energicznie głową. Dłoń skierował na drzwi wskazując tym samym drogę do swojego gabinetu, w którym pogrążony w lekturze zeznań jednego ze świadków przestępstwa pochylał się skoczek narciarski reprezentacji Austrii, Andreas Kofler. 
-Andi to Twoja nowa partnerka na służbie, Elizabeth Hayböck. - zakomunikował Martin Heckmann. Andreas zmarszczył brwi słysząc słowa swojego szefa. Odwrócił głowę nie wierząc w to, co widzi. Od śmierci jej męża, Georg'a nie miał z nią kontaktu, nie prosił o niego nawet Michael'a zdając sobie sprawę z tego, że kobieta musi poukładać swoje życie, które szybko się rozsypało. 
-Cześć Andreas. - powiedziała, z delikatnym uśmiechem na twarzy i wyciągniętą dłonią w jego kierunku. Podniósł się z krzesła, i po chwili na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Nie sądził, że to ona będzie nowym nabytkiem miejscowej policji. 
-Znacie się? - zapytał Heckmann zaskoczony takowym obrotem spraw. 
-Od lat. - odpowiedział Kofler ściskając dłoń, starszej o kilka miesięcy od niego, kobiety. 
-W takim razie mam nadzieję, że będzie wam się dobrze wspólnie pracowało. - powiedział, siadając z powrotem na swoim wygodnym fotelu. Uśmiechnął się pod nosem, uważnie obserwując wymieniane przez kobietę i mężczyznę uśmiechy. Liczył, że będą zgraną parą na służbie, a kto wie, jak potoczy się ich historia. 



"Spotkania po latach, mają w sobie to coś. To nasze też, do czegoś nas doprowadzi."


♦♦♦


słówko ode mnie:

   Przepraszam za zbyt krótki rozdział, ale jakoś tak wyszło. Mam nadzieję, że czytacie jeszcze to coś powyżej? W tym rozdziale nieco więcej Thomas'a i Kristiny, oraz Andreas, którego już wcześniej zapowiadałam. Po cichu liczę na to, że jakieś komentarze poniżej się pojawią. 
  Za wszystkie wasze komentarze z góry gorąco dziękuję. Pamiętajcie, że każdy wasz komentarz jest dla mnie bardzo wielką motywacją. Gdyby nie wy to nie byłoby tej historii. Na prawdę! Dla was jestem w stanie robić wiele. 

   Nie wiem, czy ktoś z was lubi FC Barcelonę, ale mam nadzieję, że ktoś taki się znajdzie. Niedługo ruszę z historią, którą już kiedyś pisałam, niestety blog usunęłam i nie jestem w stanie już go odzyskać. Na szczęście dla mnie zapiski odnośnie tej historii mam, więc mogę ją odtworzyć. Głównymi bohaterami będą młodzi piłkarze klubu z Barcelony, nie zabraknie jednak ich odwiecznych rywali, czyli drużyny z Madrytu. × bohaterowie.   - zapraszam serdecznie wszystkich chętnych.

   Co do kolejnych blogów, rozdziały w przyszłym tygodniu.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego tygodnia.
Buziaczki.
Evie.

Ps. Za błędy, przepraszam.




       

piątek, 3 marca 2017

Wygrana jedenasta ~ "Niech chmury pędzą, donikąd chociaż raz ..."


Niech chmury pędzą, donikąd chociaż raz ...



  
Oberstdorf, Niemcy - 05.02.2017 r.

      Właśnie wiązała jeszcze wilgotne włosy, gdy do drzwi jej pokoju hotelowego rozległo się ciche pukanie. Odłożyła trzymany w dłoni mokry ręcznik na wannę, po czym z malującym się na twarzy zaciekawieniem skierowała swoje kroki do małego przedpokoju łączącego drzwi z resztą pokoju hotelowego. Odbezpieczyła zamek i pociągnęła za zimną, mosiężną klamkę. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy w progu zobaczyła twarz Stefan'a. Wygrał oba konkursy na niemieckim mamucie i z tego faktu, była bardzo szczęśliwa. Trzymała za niego kciuki przed każdym ze skoków, modliła się aby nic złego mu się nie stało. 
-Mogę? - zapytał posyłając jej delikatny uśmiech, który każdego dnia sprawiał, że jej życie było bardziej kolorowe i pełne radości. Potrafił sprawić, że zapominała o troskach i uśmiech pojawiał się na jej twarzy. Życie z nim w pobliżu wydawało jej się nieco łatwiejsze. Dotąd wszystko się jej komplikowało, a ona sama nie potrafiła tak po prostu podnieść wysoko głowy i bez słowa stawić temu wszystkiemu czoła. Bała się, że nie uda jej się wyjść z tego wszystkiego z twarzą. Tam w Stanach wszystko było trudniejsze. Tutaj w Austrii miała nieco inne, łatwiejsze przeszkody do pokonania. 
-Oczywiście. - odpowiedziała otwierając skoczkowi szerzej drzwi i wpuszczając go do swojego pokoju hotelowego. Przywitał się z nią przelotnym cmoknięciem w policzek. Zamknęła za nim drzwi i razem ze skoczkiem weszła wgłąb swojego pokoju hotelowego. Odkąd siostra Kristiny znów pojawiła się w jego życiu wszystko zaczęło się zmieniać, rozjaśniać i po burzy zaczynało wychodzić w końcu upragnione przez niego słońce. Bał się jednak tego, że coś zaczyna zmieniać się w dotąd pustym i zranionym sercu. Obawiał się tego, że może poczuć do niej coś czego ona nie odwzajemni. I że znów będzie cierpiał. 
-Coś się stało? - zapytała zaciekawiona jego dziwnym zachowaniem. Pokiwał z dezaprobatą głową, uśmiechając się do niej zupełnie inaczej niż zwykle. Zmarszczyła brwi kiwając delikatnie głową. Ostatnio zauważyła w jego zachowaniu coś innego, dziwnego co dawało jej dużo do myślenia i wręcz niepokoiło. 
-Po prostu chciałem pogadać. - odpowiedział posyłając jej delikatny, bardzo uroczy uśmiech. 
-Soku? - zapytała wskazując na dwie poduszki rozłożone na drewnianej podłodze. Kiwnął głową i już po chwili siedział na miękkiej poduszce a ona nalewała do dwóch niskich szklanek soku pomarańczowego, który kupiła w pobliskim sklepie. Z uśmiechem na twarzy podała szklankę skoczkowi siadając obok niego na drugiej z dużych poduszek. Była ciekawa co takiego trapi jej przyjaciela. Bała się najgorszego, nie chciała go znów stracić. 
-Stefan co się dzieje? - zapytała siadając po turecku i uważnie się mu przyglądała. Zawsze gdy widziała jak siadał na belce jej serce zaczęło niebezpiecznie walić w jej piersi. A teraz, gdy patrzył na nią takim dziwnym, jej zdaniem wzrokiem waliło jej dodatkowo mocno. Od jakiegoś czasu zaczęła dopuszczać do siebie myśl, że Stefan nie jest dla niej jedynie przyjacielem, do którego mogłaby przyjść, z każdym problemem jaki pojawi się w jej życiu. Był kimś, kto również pojawiał się w jej snach. To nie było zbyt normalne. 
-Nic, chciałem po prostu z Tobą posiedzieć. - odpowiedział jej z uśmiechem na twarzy. Zdziwienie kolejny raz wkradło się na jej twarz. Jego zachowanie było bardzo dziwne, co widziała gołym okiem. Bała się, że oznajmi jej coś czego ona nie będzie chciała przyjąć do swojej wiadomości. Gdyby miała go stracić, nie potrafiłaby się po tym podnieść. Bez niego nie potrafiłaby normalnie funkcjonować. Zbyt wiele dla niej znaczył. 
-Znam Cię i wiem, że to nie jest jedyny powód. - powiedziała odstawiając szklankę na drewnianą podłogę. Widząc jego wyraz twarzy, przestraszyła się a przez jej głowę przeszła myśl, że znalazł sobie kogoś kto uleczył jego serce, które zostało zranione przez inną kobietę. 
-Masz rację. - zaśmiał się spoglądając na jej wyraz twarzy. Nie wiedział w jaki sposób powinien z nią porozmawiać, jak wyznać to co jeszcze przed wejściem do jej pokoju wydawało mu się bardzo łatwe. Teraz, wydawało mu się to bardziej trudne niż wszystko inne dotąd. 
-Zaczynam się bać. - odpowiedziała lekko uderzając go w ramię. Kolejny raz zaśmiał się, robiąc zabawną minę w jej kierunku. Nawet nieświadomie potrafił dodać jej otuchy tym co mówił i robił. 
-Tak się zastanawiam, dlaczego właściwie ty się ze mną przyjaźnisz? - jego stwierdzenie, a wręcz pytanie sprawiło, że na jej twarzy pojawił się dziwny wyraz. Takich pytań nigdy jej nie zadawał, zawsze był pewien swojej wartości dla niej. Czyżby coś się miało zmienić?
-Nie do końca rozumiem to, co do mnie mówisz. - odpowiedziała mu zaśmiewając się. Wiedziała, że coś wisi w powietrzu, bała się, że będzie chciał zakończyć przyjaźń, która ich łączy.
-A Hayböck mnie ostrzegał... - bąknął pod nosem, co przyciągnęło jej uwagę. Zawsze gdy mamrotał coś pod nosem, ona nie wróżyła niczego dobrego. Miała po prostu złe przeczucia.
-Co? - zapytała marszcząc brwi i poprawiając się na poduszce, na której siedziała. Zdziwiła się widząc jak niemo rusza ustami, przymknął na chwilę oczy zaciekawiając ją jeszcze bardziej swoim zachowaniem. Zaczynała się bać, tego co może od niego usłyszeć. Bała się najgorszego.
    Westchnął, po czym otworzył oczy wbijając w nią swój wzrok, niepewny, to można było zauważyć na samym wstępie. Na krótką chwilę przygryzł dolną wargę zaciskając dłoń na szklance soku pomarańczowego, który dostał od Mayi jakiś czas temu. Zanim do niej przyszedł, długo rozmawiał z Michael'em prosząc go o radę odnośnie tego co chciałby wyznać swojej przyjaciółce. Blondyn był za tym, aby Kraft powiedział to co do niej czuje. Żeby zaryzykował, za nim będzie za późno i Maya pozna kogoś innego, tego kto rozkocha ją w sobie. Chwycił jej dłoń, uprzednio siadając bliżej niej. Bał się, że jeśli zdradzi jej swoje uczucia, może już na zawsze ją stracić.
-Stefan co się dzieję? - zapytała drugą dłonią przejeżdżając po jego policzku. Bała się tego, co może od niego usłyszeć. Bała się tego, że go straci. Nie wyobrażała sobie teraz życia, w którym jego miałoby go w nim nie być. Przejechał dłonią po jej blond włosach rozpuszczonych i jeszcze wilgotnych. Nie chciał jej stracić.
-Za nim Ci powiem, obiecaj mi, że mnie nie wyśmiejesz. - pokiwała mu głową, ściskając jego dłonie w swoich. Bała się usłyszeć z jego ust najgorszego.
-Obiecuję. - odpowiedziała uśmiechając się do niego lekko. Był dla niej kimś zdecydowanie ważniejszym niż tylko przyjacielem. Jednak nie była w stanie dotąd mu tego powiedzieć.
-Na pewno? - zapytał ściskając mocniej jej dłonie i przystawiając je sobie do ust. Bał się, że jeśli wszystko jej powie, ona nie będzie tego samego zdania co on, zniszczy wszystko co budowali. Przyjaźń, którą udało im się odzyskać po wielu latach.
-Stefan błagam Cię, powiedz w końcu co się stało, bo inaczej Cię zabije! - warknęła uderzając go lekko w ramię. Nie cierpiała, gdy robił takie podchody, to nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Bała się również, że ktoś pojawił się w jego życiu i miejsca w nim już dla niej nie będzie. Miała jednak nadzieję, że to nie będzie to.
-Tak byłoby lepiej ... - mruknął, niby sam do siebie, jednak blondynka wyłapała jego cichy komentarz. Rzuciła mu mordercze spojrzenie, jednak tym razem nie wykonała nic, co mogłoby uderzyć w jego osobę. Zaczął ją denerwować swoim zachowaniem i był tego świadomy.
-Do rzeczy Stefan! - ponagliła go. Głośno nabrał powietrza, a ona jedynie zmarszczyła brwi.
-Zamknij oczy. - poprosił, co sprawiło, twarz dziewczyny kolejny raz zmieniła swój wyraz. Nie rozumiała go teraz w ogóle.
-Stefan! - warknęła, wpatrując się w niego.
-Proszę. - skapitulowała widząc jego spojrzenie na sobie. Było tak bardzo inne niż te wszystkie spojrzenia, które zawsze kierował na jej osobę. Takie wyjątkowe ... Miała nawet wrażenie, że coś się zmieniło, że on się zmienił. Westchnęła, żeby po chwili przymknąć powieki, tak jak poprosił ją Kraft. 
     Kolejny raz westchnął, modląc się w duchu o odwagę i powodzenie tego, co zaplanował. Chociaż wiedział w sumie, że nie miał już odwrotu.
-Co ty wymyśliłeś? - zapytała czując jego oddech na swoim policzku. Bardzo go lubiła, ale czasami miała dość jego durnowatych pomysłów. Często nawet w jej głowie błyskała myśl, że mógłby być dla niej znacznie kimś więcej, niż tylko przyjacielem.
-Dzisiaj mam odwagę, a jutro mogę jej nie mieć. - wyszeptał wprost do jej ucha. Czując jego delikatny oddech na skórze swojej szyi przeszły ją dreszcze, których nigdy wcześniej nie czuła. Zadrżała, gdy jego dłoń znalazła się na jej policzku obrysowując jego kontury. Jego dotyk sprawiał, że w miejscu, w którym się znajdował robiło się zdecydowanie bardziej gorąco.
-Stefan ... - uśmiechnął się lekko słysząc jej cichy, lekko drżący głos. Miał cichą nadzieję, że nie pożałuje tego co postanowił zrobić. Położył na jej ustach palec a ona otworzyła oczy. Nie rozumiała jego zachowania, miała nadzieję, że wytłumaczy jej o co tu tak właściwie chodzi. Jego wzrok błądził po jej twarzy wprawiając ją w niemałe osłupienie. Nie patrzył na nią tak jak robił to do dziś, teraz robił to zupełnie inaczej. Przestraszyła się.
    Uniósł kącik ust ku górze wpatrując się w jej hipnotyzujące oczy. Oczy, które mógłby otwierać, każdego ranka i zamykać je, każdego wieczoru. Oczy, w które mógłby patrzeć, cały czas, każdego dnia i o każdej porze dnia, a nawet nocy. Przejechał dłonią po jej żuchwie i niepewnie przybliżył swoją twarz do jej twarzy. Wiedział, że nie miał już odwrotu. Zaczął tę grę, to powinien ją skończyć. Liczył jednak na to, że mimo wszystko nie będzie tego żałował. Tym razem to on przymknął oczy, po tym jak złączył swoje usta z ustami blondynki. Nie spodziewała się takiego gestu, z jego strony. Ale tknięta chwilą i jego bliskością, odwzajemniła jego pocałunek. Oplotła swoje dłonie na jego szyi i z pasją oddawała wszystkie pocałunki, które Stefan składał na jej ustach. Oderwali się od siebie, dopiero w momencie, w którym zabrakło im powietrza.
    Niepewnie na nią spojrzał, bojąc się tego co mu oznajmi. I choć odwzajemniła jego pocałunek, obawiał się tego, co mu powie. Zaryzykował ich przyjaźń, chcąc zyskać coś większego i trwalszego. Wiedział jednak, że może tego pożałować, tracąc blondynkę bezpowrotnie.
-Ja nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. - spuścił głowę, zaciskając jej dłoń w swojej. Nie widział uśmiechu, który wybłysnął na jej twarzy. Blondynka przeczesała jego ciemne włosy swoją dłonią sprawiając, że zaciekawiony skoczek uniósł swój wzrok wbijając go w dziewczynę. Przejechała dłonią po jego policzku, po czym bez słowa złączyła ich usta w pocałunku, tak samo jak chwilę wcześniej zrobił to austriacki skoczek narciarski. Zdziwił się, ale po krótkiej chwili z uśmiechem na twarzy oddawał pocałunki blondynki. Jeśli to nie jest jedynie wpływ chwili, to wiedział, że może być szczęśliwy. Gdy wylądowali na drewnianej podłodze, oderwali się od siebie wybuchając niepochamowanym śmiechem.
-To co spróbujemy czegoś więcej niż tylko przyjaźni? - zapytał bawiąc się jej blond włosami. Uśmiechnęła się do niego najpiękniej jak tylko potrafiła.
-Możemy spróbować. - odpowiedziała mu, muskając czubek jego nosa swoimi ustami.

"Szczęście jest moim aniołem stróżem, ty jesteś jego ziemskim wcieleniem."




      Linz, Austria - 07.02.2017 r.

           Greta Hayböck z uśmiechem na twarzy opowiadała siedzącej obok niej Rose historię ich rodziny. Polubiła przyjaciółkę swojego wnuka, która już pierwszego dnia ich wspólnego mieszkania zyskała jej sympatię. W głowie kobiety błysnęła nawet myśl, że może szatynka mogłaby zostać w przyszłości kimś więcej niż tylko znajomą jej wnuczka. Nigdy nie przepadała za Julią, która przez wiele lat była u boku jej ukochanego wnuczka. Zawsze miała co do jej osoby zastrzeżenia. Coś jej nie pasowało, wiedziała, że ich historia nie skończy się happy endem. Od razu nie polubiła dziewczyny, widząc swojego wnuczka zupełnie u boku innej kobiety. 
-A Elizabeth? - Greta na wspomnienie swojej najmłodszej córki zaśmiała się. Swoim spojrzeniem zatrzymała się na dłużej na szatynce. Widziała w niej swoją córkę. Elizabeth będąc w jej wieku z charakteru bardzo ją przypominała. Była urocza, sympatyczna, pomocna i nieco nieśmiała. Dopiero gdy wstąpiła do policji i poznała swojego zmarłego męża zmieniła się. Zakochana w nim, miała wrażenie, że świat jest jeszcze piękniejszy niż ten wokoło. 
-Elizabeth i George choć byli stosunkowo młodzi byli bardzo dojrzali i zakochani w sobie. Byli niesamowitym małżeństwem. Do czasu, gdy George wyjechał do Afganistanu, urwał się kontakt, ona czekała i tęskniła. W końcu, po trzech miesiącach dostała telefon z armii Stanów Zjednoczonych, że George zginął stając w obronie cywilów. - odpowiedziała jej ze łzą kręcącą się w oku. Rose nabrała głośno powietrza, próbując zapobiec wyciekowi łez. Nie cierpiała nigdy tak jak ciotka Michael'a, więc nie mogła porównywać się do niej. 
-Przykro mi. - powiedziała delikatnie obejmują kobietę siedzącą na kanapie z kubkiem jeszcze ciepłej kawy. Greta posłała jej przyjazny uśmiech, całując dziewczynę w czoło. Bardzo ją polubiła i miała cichą nadzieję na to, że zbliży się jakoś do jej wnuka i nie zerwie z nią kontaktów. 
-Pozbiera się. Wierzę w to, że znajdzie jeszcze kiedyś kogoś kogo pokocha tak jak kochała Georg'a. - kobieta uśmiechnęła się całując szatynkę w policzek. Chciała szczęścia swojej najmłodszej z córek. Wiedziała, że Elizabeth jest mądrą kobietą z marzeniami do spełnienia. Chciałaby żeby znalazła miłość i w końcu była szczęśliwa. 
-Choć jej nie znam, to sądzę, że zasługuje na to, żeby była szczęśliwa. Z tego co pani mówiła, to jest bardzo wartościową kobietą. - dodała uśmiechając się do niej bardzo szczerze i z uznaniem. Kobieta jej zaimponowała, może dlatego, że ona sama nie miała babci, którą zawsze chciała mieć. 
-Jestem!!! - obie kobiety z zamyślenia wyrwał krzyk Michael'a, który właśnie otworzył drzwi prowadzące do przedpokoju. Zdziwił się widząc kobiety siedzące na sofie ze łzami w kącikach oczu. Zmarszczył brwi, stając w pół kroku. Codziennie rozmawiał ze swoją babcią i doszedł do wniosku, że kobieta bardzo ją polubiła. On wymieniając z córką Pointner'a wiadomości, rozmawiając co jakiś czas przez telefon również ją polubił. 
-Coś się stało? - zapytał zaciekawiony. Pani Greta uśmiechnęła się do niego delikatnie, Rose otarła rękawem policzek. Wzruszyła ją historia opowiadana przez seniorkę rodu. Zazdrościła blondynowi takiej rodziny i prawdziwego dzieciństwa. 
-Nic kochany. Rozmawiamy sobie. - odpowiedziała mu Greta Hayböck uśmiechając się do wnuka. Blondyn jednak nadal patrzył na kobiety z lekko zmrużonymi oczami. Coś mu nie pasowało, jednak nie komentował tego. 
-Zaparzę Ci herbatę. - powiedziała Rose uśmiechając się do blondyna, po czym zniknęła w kuchni. Musiała ochłonąć i powstrzymać łzy płynące z jej oczu. Wzruszyła ją historia opowiedziana przez panią domu. 
-Wszystko w porządku? - zapytał Hayböck stając tuż za nią. Delikatnie drgnęła, gdy usłyszała jego cichy głos nieopodal swojego ucha. 
-Tak. - odpowiedziała pewnie, uśmiechając się do niego. Pokiwał jej głową, jednak zmarszczył brwi wychodząc z kuchni. Coś mu tu nie pasowało, bał się, że coś mogło się stać. Jednak nie chciał się narzucać, wiedząc, że dziewczyna może to zrozumieć zupełnie inaczej niż ten by chciał. Wrócił więc do salonu, w którym jego babcia siedziała na kanapie z kubkiem wystygającej herbaty, którą Rose zrobiła jakiś czas temu. Westchnął, czym zwrócił na siebie uwagę zamyślonej dotąd Grety. Starsza kobieta uważnie przyjrzała się swojemu wnukowi, który usiadł obok niej. Martwiła się o niego, mając nadzieję, że po ciosie związanym ze zdradą Julii pozbiera się jak najszybciej będzie mógł. Co prawda blondyn po kilu miesiącach pozbierał się po bolesnym rozstaniu ze swoją partnerką, dotąd jednak nie znalazł nikogo kto mógłby uleczyć jego serce. 
-Ciocia wraca wcześniej ze Stanów, ściągają ją do Innsbruck'a. - Greta uśmiechnęła się delikatnie. Elizabeth choć była najmłodsza z wielkimi aspiracjami i możliwościami policyjnej kariery, to ku zaskoczeniu wszystkich została razem z nią i postanowiła się nią zaopiekować. Zaskoczyła wszystkich. 
-Jestem z was dumna. - powiedziała obejmując blondyna ramieniem. 
-Kocham Cię babciu. - kobieta zaśmiała się słysząc słowa swojego wnuczka. Też go kochała. 
    
    
  Następnego dnia ...


Promienie porannego słońca wdzierające się do pokoju poprzez niedokładnie zasłonięte żaluzje, obudziły śpiącą w pokoju na poddaszu szatynkę. Przetarła zaspane oczy kierując swój wzrok na wyświetlacz swoje telefonu leżącego na małej szafce nocnej. Zmarszczyła brwi widząc godzinę, która wyświetliła się zaraz po tym, jak odblokowała ekran. Zawsze budziła się zdecydowanie wcześniej, tym razem jednak spało jej się zdecydowanie lepiej, choć nie wiedziała tak właściwie dlaczego. Odrzuciła ciepłą kołdrę, podnosząc się z łóżka. Wsunęła nogi w ciepłe kapcie stojące przy łóżku, a na ramiona zarzuciła ciepły, wełniany sweter, który otrzymała od żony swojego ojca jako prezent na ich pierwsze wspólne święta. Poprawiła krótkie spodenki, służące jej za piżamę, po czym cicho wyszła z pokoju. Skierowała swoje kroki do pokoju, który zajmowała Greta Hayböck. Cicho otworzyła drzwi wsuwając głowę do pokoju. Kobieta spała z uśmiechem na twarzy wtulona w kolorową kołdrę. Polubiła kobietę, bardzo szybko i zazdrościła nawet blondynowi takiej babci. Uśmiechnęła się i równie cicho jak weszła, tak samo wyszła z jej pokoju. Chciała napić się wody, więc skierowała swoje kroki do kuchni znajdującej się na parterze. Zdziwienie wkradło się na jej twarz, gdy zauważyła w niej blondyna ubranego w długie spodnie dresowe i jasny podkoszulek, krzątającego się po kuchni i pichcącego w niej coś. Uśmiechnęła się lekko, opierając się o framugę drzwi oddzielających kuchnię od szerokiego, krótkiego korytarza. Nawet przeszło jej przez myśl, że mogłaby mieć kogoś takiego jak on u swojego boku. Odwrócił się z zamiarem położenia na stole ukrojonych chwilę wcześniej warzyw. Widząc dziewczynę nieco się zdziwił, jednak na jego twarzy po chwili znalazł się delikatny uśmiech. Choć znali się niedługo, zdążył ją polubić. Dodatkowo wydała mu się wyjątkowa. Tak bardzo inna niż Julia, która zniszczyła jego życie oszukując go i zdradzając.
-Długo tu stoisz? - zapytał. Rose pokiwała mu przecząco głową, uśmiechając się do niego niepewnie. Wczoraj źle go potraktowała, czego bardzo się wstydziła. Zawsze pytał się jej, czy wszystko w porządku, troszczył się, a ona wczoraj była dla niego tak bardzo niemiła. Jednak emocje wzięły górę, a jej było trudno przyznać się do tego, co znajdowało się w jej sercu i w głowie.
-Masz ochotę na jajecznicę? - zapytał kierując w jej stronę patelnię z pachnącą jajecznicą. Zaśmiała się, kiwając mu z aprobatą głową. Wyłożył śniadanie na dwa ciemne talerze, kładąc je na blacie drewnianego stołu. Jak na dżentelmena przystało odsunął jej krzesło i wskazał na nie dłonią. Uśmiechnęła się do niego, nieco zaskoczona jego zachowaniem.
-To podoba Ci się tutaj? - zapytał, gdy nakładał na widelec kolejną porcję jajecznicy znajdującej się na talerzu leżącym tuż przed jego nosem.
-Bardzo. - odpowiedziała bawiąc się widelcem. -Masz cudowną babcię. - dodała nadgryzając kromkę świeżego chleba. Uśmiechnął się do niej.
-To prawda. - odpowiedział.
-Ale ty też jesteś niczego sobie. - dodała widząc jego minę.
-No ,dziękuję. - odpowiedział jej śmiejąc się z jej komentarza. Dziewczyna speszyła się widząc jego reakcję.
-Nie o to mi chodziło. - powiedziała szybko. A on kolejny raz wybuchnął śmiechem.
-Ej, bez przesady. - odparł, przejeżdżając dłonią po jej policzku, który ku jego zaskoczeniu nagle zmienił odcień. Jednak szybo odwrócił od tego swoją uwagę. -To był dla mnie komplement. - dodał. Widząc minę jej twarzy, zmarszczył brwi. -Na prawdę, rzadko kiedy je słyszę. - zakończył rzucając jej rozbawione spojrzenie.
-Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. - powiedział już po tym, jak talerze po śniadaniu znalazły się w zmywarce, a oni pochylali się nad kubkami mocnej, czarnej kawy.
-Jakiej? - zapytała zaciekawiona jego stwierdzeniem.
-Dlaczego taka dziewczyna jak ty, jest sama. - w jednej chwili uśmiech zniknął z jej twarzy, a ona spuściła wzrok nie chcąc aby jej wzrok spotkał się z jego wyczekującym jej odpowiedzi. -Nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz. - powiedział, delikatnie kładąc swoją dłoń, na jej dłoni. Podniosła wzrok i wykrzywiła swoje usta w delikatnym uśmiechu.
-Z tego samego powodu, co ty. - odpowiedziała mu, powstrzymując łzy, które chciały wydostać się na światło dzienne. Jego wyraz twarzy szybko się zmienił. Zdziwienie wkradło się na jego twarz, a gdy zauważył zaszklone oczy dziewczyny chciał przytulić ją do siebie i wyszeptać, że wszystko będzie dobrze. -Pójdę się przebrać. - powiedziała podnosząc się z krzesła jednak jego uścisk nie pozwolił jej na nic innego. Ich spojrzenia spotkały się, a oni w milczeniu wpatrywali się w siebie. Po krótkiej chwili tej niezręcznej ciszy uśmiechnęła się do niego delikatnie i ku jego zaskoczeniu musnęła jego policzek swoimi ciepłymi ustami. Przejechała dłonią po jego policzku i po chwili wyszła z kuchni pozostawiając go w niej, zszokowanego.

"Chciałbym być obok Ciebie. Chronić Cię, sprawić, żebyś była szczęśliwa."
♦♦♦

słówko ode mnie:

        Dziś nie ma Thomas'a i Kristiny, ale w następnym obiecuję, że będzie ich wyjątkowo dużo. Pojawi się również ciocia Michael'a, Elizabeth i Andreas Kofler w nieco innej scenerii. Dziękuję za komentarze, pozostawiane przez was pod wszystkimi rozdziałami. To, że jesteście jest dla mnie wielką motywacją. Chcę dla was pisać tę historię i mam nadzieję, że będziecie tutaj do samego końca. Jesteście najważniejsi, pamiętajcie.

      Co do wczorajszego konkursu, to jestem bardzo dumna z pana Piotra. To niesamowity człowiek, czego idealnym odzwierciedleniem były jego łzy chwilę po skoku Stefana Kraft'a. Nie spodziewał się tego, że odnotuje taki sukces. Podziwiam tego człowieka i wierzę, że będzie jeszcze lepszym skoczkiem i na Igrzyskach w Pjongchang sięgnie po inny medal niż brąz. Mam nadzieję, że wy również jesteście z niego dumni. ☺
      Stefan i Andreas oczywiście odwalili kawał dobrej roboty i walko o złoto była pasjonująca. Należały im się te medale, są niesamowitymi skoczkami. Młodzi, ambitni i z wielkim talentem co widać gołym okiem. Cała trójka wczoraj zapisała się na łamach historii. A my, mogliśmy poznać inną stronę najprzyjemniejszego skoczka polskiej kadry. Jeśli mężczyzna płacze to znaczy, że jest wyjątkowy. I moim zdaniem pan Piotr Żyła taki jest, a jego żona i dzieci mają wielkie szczęście mając go obok siebie.


Znalezione obrazy dla zapytania Andreas wellinger piotr żyła


       Za wszystkie błędy gorąco was przepraszam. Kolejny rozdział za tydzień (w czwartek, lub piątek)
Do was zajrzę w poniedziałek i nadrobię wszystkie zaległości ;)


Pozdrawiam was bardzo gorąco, kochane.
Buziaczki.
Evie.

Ps. Za czcionkę przepraszam, nie wiem co się stało.